Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) przychylił się do wniosku Czech i w piątek nakazał Polsce natychmiastowe wstrzymanie wydobycia w kopalni Turów do czasu merytorycznego rozstrzygnięcia. Kopalnia i elektrownia Turów należą do spółki PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, będącej częścią PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Reklama

Pod koniec lutego Czechy wniosły skargę przeciwko Polsce ws. rozbudowy kopalni węgla brunatnego Turów do TSUE wraz z wnioskiem o zastosowanie tzw. środków tymczasowych, czyli o nakaz wstrzymania wydobycia.

Według TSUE, wydobycie węgla brunatnego w kopalni Turów do czasu ogłoszenia ostatecznego wyroku może mieć negatywny wpływ na poziom lustra wód podziemnych na terytorium czeskim.

"Sytuacja bezprecedensowa"

Pytany o pomysł na rozwiązanie sporu z Czechami wiceminister spraw zagranicznych Szymon Szynkowski vel Sęk podkreślił, że będziemy wypracowywać podejście do tej wyjątkowo niestandardowej sytuacji.

Sytuacja, w której jednoosobowo stosuje się środek tymczasowy, który jest w praktyce niewykonalny, jest sytuacją bezprecedensową. I w tym sensie też trudno było mówić o tym, że można tu zastosować już jakieś wcześniej opracowane środki, skoro sytuacja jest bezprecedensowa – powiedział.

Według Szynkowskiego vel Sęka, piątkowe postanowienie Trybunału musi prowadzić do refleksji, w jaki sposób TSUE podejmuje tego rodzaju decyzje w trybie jednoosobowym. Dodał, że Trybunał musi wziąć pod uwagę, że około 50 wyroków TSUE nie jest obecnie wykonywanych przez różne kraje. Trybunał musi dojrzeć do takiej refleksji i zastanowić się, dlaczego jest tak, że dzisiaj coraz więcej krajów ma wątpliwości do wyroków TSUE, włącznie z Trybunałem Konstytucyjnym Niemiec – powiedział.

"Niesłychanie kontrowersyjne" postanowienie

Wiceszef MSZ określił piątkowe postanowienie TSUE jako "niesłychanie kontrowersyjne" w wielu wymiarach. Podkreślił, że decyzja została podjęta bez uwzględnienia sytuacji energetycznej kraju, została podjęta jednoosobowo, może mieć wielomiliardowe konsekwencje i zachwiać bezpieczeństwem energetycznym Polski.

Dodał, że decyzja TSUE dotyczy państwa, a ma ją wykonać firma notowana na giełdzie, której - jak zaznaczył - zgodnie z prawem europejskim państwo nie może nic nakazywać czy zakazywać. „To budzi też bardzo istotne wątpliwości pod kątem zgodności decyzji o tym środku tymczasowym z prawem europejskim” – podkreślił.

Zapewnił, że sprawa Turowa była jednym z tematów rozmów ministra spraw zagranicznych Zbigniewa Raua zarówno z obecnym, jak i poprzednim szefem dyplomacji Czech. W tej sprawie wykonaliśmy szereg działań na poziomie dyplomatycznym, ale wiem, że w tej sprawie też bardzo konkretną ofertę złożyło Ministerstwo Klimatu oraz spółka PGE jak chodzi o pewne wyjaśnienie wątpliwości, które pojawiają się ze strony czeskiej, dotyczące obniżenia wód gruntowych – powiedział.

Pytany o to, dlaczego nie udało się dojść do porozumienia ze stroną czeską w kontaktach bilateralnych, Szynkowski vel Sęk zwrócił uwagę, na kontekst jesiennych wyborów parlamentarnych w Czechach. Trwa rozbudowana dyskusja, jak to w każdej kampanii wyborczej, polityczna, gdzie tematy wrażliwe społecznie niewątpliwie dla wielu polityków mogą służyć do tego, żeby być także wykorzystywane w kampanii i walce wyborczej. Niestety, mam takie głębokie przekonanie, że to jest jeden z głównych powodów takiej a nie innej decyzji w tej sprawie – ocenił.

Polskie propozycje

Wiceszef MSZ zapewnił, że w sprawie Turowa strona polska zaproponowała Czechom szereg działań kompensacyjnych, w tym budowę specjalnego wału, który ma ograniczyć skutki działania kopalni na środowisko. Po drugie, strona polska zaproponowała różnego rodzaju elementy dużych nakładów finansowych najpierw na badania, a później możliwe przeciwdziałanie potencjalnego obniżenia wód gruntowych – dodał.

Reklama

Ocenił, że postulaty strony czeskiej były niemożliwe do spełnienia. Bez twardych dowodów dzisiaj, że to obniżenie wód gruntowych ma związek z pracą kopalni odkrywkowej, druga strona oczekiwała, że na przyszłość zadeklarujemy się, że jakiekolwiek obniżenie wód gruntowych będzie wiązało się z wielonakładowymi inwestycjami ze strony polskiej. To było oczekiwanie, które rzeczywiście mogłoby kosztować polskiego podatnika nie kilkaset, ale być może kilka miliardów złotych - powiedział polityk.

Wiceszef MSZ zaprzeczył, by fakt, iż od roku stanowisko ambasadora RP w Czechach jest nieobsadzone, miał wpływ na prowadzone rozmowy. Dodał, że jest w stałym kontakcie z polskim chargé d'affaires w Czechach Antonim Wręgą, który doskonale sobie od wielu miesięcy radzi, także w tym temacie.

To jest raczej norma, że w wielu krajach funkcjonuje chargé d'affaires tam, gdzie jest rotacja ambasadorów i czekamy na ambasadora. Rok 2020 był szczególny. Ta rotacja została w wielu krajach albo spowolniona, albo wstrzymana. W tej chwili kandydat na ambasadora jest w fazie wystąpienia o agrément do strony czeskiej, a więc jest już kandydat – zaznaczył dodając, że nie zdradzi kto jest tym kandydatem.