Ziobro w wywiadzie w najnowszym numerze tygodnika "Gość Niedzielny" został zapytany m.in. o to dlaczego Solidarna Polska sprzeciwia się ratyfikacji ustawy o unijnym Funduszu Odbudowy, którego powstanie daje Polsce możliwość otrzymania środków na walkę z kryzysem ekonomicznym i społecznym wywołanym przez pandemię.

Reklama

Ziobro: Ta dotacja wcale nie jest bezzwrotna

"Ta dotacja wcale nie jest bezzwrotna. Będzie przez Polskę spłacana przez 30 lat w postaci czterokrotnie wyższej składki członkowskiej i w podatkach, które Unia Europejska będzie mogła nałożyć na polskich obywateli i nasze firmy, w wysokości, której nie znamy" - odpowiedział Ziobro.

Do tej pory podatki mógł nakładać tylko polski parlament, i to był atrybut naszej niezależności. Teraz mamy zgodzić się na wyłom w suwerenności państwa na rzecz organów unijnych. My się temu sprzeciwiamy. Polskę, która w przeciwieństwie do innych unijnych krajów zwycięsko wychodzi z gospodarczego kryzysu wywołanego pandemią, stać na to, by stworzyć własny fundusz odbudowy - podkreślił minister.

Polska mogłaby zaciągnąć pożyczkę w wysokości 23 mld euro?

Dopytywany, czy Polacy są w stanie zebrać od razu 23 mld euro (gdyż tyle ma wynieść bezzwrotna dotacja dla Polski), czyli ok. 105 mld zł, Ziobro stwierdził: "Z analiz ekonomistów wynika, że ratingi, a więc oceny wiarygodności kredytowej Polski dają nam możliwość zaciągnięcia na rynku pożyczki w podobnej wysokości, ale nawet mniejszym kosztem i bez oddawania Unii części naszej suwerenności. Jest jeszcze drugi powód, dla którego nie poprzemy ratyfikacji unijnego Funduszu Odbudowy. Zgadzając się na niego, musielibyśmy się zobowiązać, że Polska zapłaci za długi innych państw, jeśli one same nie będą w stanie spłacić pożyczek.

Minister zwrócił też uwagę, iż zdaniem ekonomistów Grecja, która "jest zadłużona w 200 procentach, na pewno nie spłaci tej pożyczki". Decydując się na udział w unijnym funduszu, zgadzamy się więc na spłacanie pożyczek państw, które są niewypłacalne - podkreślił lider Solidarnej Polski.

Reklama

Ziobro krytykuje Morawieckiego

Ziobro poruszył też temat zaostrzenia kryteriów tzw. pakietu klimatyczno-energetycznego. Premier zobowiązał się w imieniu Polski, że do 2030 roku de facto zlikwidujemy niemal wszystkie nasze elektrownie węglowe. Z rządowych dokumentów wynika, że będzie to kosztować ok. 2 bilionów złotych, a więc dużo więcej, niż wynoszą środki, które mamy otrzymać z Unii. Konsekwencją będą nie tylko utrata pracy przez tysiące ludzi, ale i drastyczne podwyżki cen energii elektrycznej - zauważył minister.

Zapytany, czy przed upublicznieniem rozbieżności między Solidarną Polską i PiS nie można było osiągnąć kompromisu wewnątrz koalicji, odpowiada: Ależ to było uzgodnione! W koalicyjnym programie, o którym mówiłem i który obowiązuje wszystkich w Zjednoczonej Prawicy. Program wyraźnie głosi, że błędem Donalda Tuska i rządu PO było przyjęcie zobowiązania, że ograniczymy emisję CO2 o 20 procent, a premier Morawiecki zgodził się na redukcję o 55 procent. W czasie obrad Rady Ministrów wielokrotnie apelowałem o dyskusję na ten temat, można to sprawdzić w protokołach, ale skończyło się na zapewnieniach, że do takiej dyskusji dojdzie. Tymczasem konsekwencje mogą być zgubne dla całej polskiej gospodarki.

Ziobro: To nie Solidarna Polska zmieniła ustalenia koalicyjne

Wnioski są oczywiste. To nie Solidarna Polska zmieniła ustalenia koalicyjne. Nie tylko nie ograniczyliśmy zobowiązań klimatycznych poprzedniego rządu, ale premier zgodził się na ich zaostrzenie. Mamy prawo jako Solidarna Polska być tym zaskoczeni - powiedział Ziobro.

Lider Solidarnej Polski podkreślił, że jeżeli PiS - na tle tych różnic w koalicji - podejmie decyzję o jej zakończeniu, to powinno wziąć za to odpowiedzialność. My chcemy, aby Zjednoczona Prawica dalej funkcjonowała. Nie chcemy rozbijać rządu, ale nie można na nas wymuszać, abyśmy wbrew sumieniu popierali szkodliwe dla Polski rozwiązania.

Ziobro został też zapytany, czy - gdyby Jarosław Kaczyński odszedł z czynnej polityki - będzie dążył do zajęcia jego miejsca jako lidera prawicy. Nigdy nie myślę w kategoriach personalnych ani przez pryzmat własnej kariery. Nie wiem, czy w przyszłości będę pełnił jakieś funkcje w państwie i czy w ogóle pozostanę w polityce, ale zależy mi na tym, aby Polska była silnym, suwerennym i prężnie rozwijającym się krajem - odpowiedział polityk.