Dla dra Siddartha Agrawala wynalazczość wydaje się drugim hobby po medycynie. Trzy lata temu jego pomysł na walkę z rakiem zdobył złote medale na wystawach w Norymberdze i Warszawie. Po zmierzeniu się z nowotworami pracujący we Wrocławiu lekarz postanowił wziąć na celownik równie twardego wroga: ból.
Reklama
Efektem prac zespołu, w skład którego oprócz lekarzy wchodzą inżynierowie, programiści, ekonomiści, a nawet specjaliści od wzornictwa przemysłowego, jest StimulAid – ważąca kilkanaście gramów trzyramienna gwiazdka o długości 4 cm, której celem jest pomoc pacjentom w walce z bólem po operacji. To innowacja na skalę światową - podsumowuje krótko dr Agrawal.

Naturalne szprycowanie

Rodzajów bólu jest wiele i różnią się podłożem. Nie wszystkie poznaliśmy wystarczająco dobrze, aby im skutecznie zapobiegać. Jednak źródła bólu pooperacyjnego są dla nas zrozumiałe: jest nim przerwanie ciągłości tkanek, nieuniknione w przypadku interwencji chirurgicznej. Dotychczas medycyna miała dla pacjentów dwie propozycje: albo silne leki przeciwbólowe, albo podłączenie do urządzenia, które pobudzało za pomocą elektrostymulacji produkowanie przez nasze ciało naturalnych związków znoszących czucie bólu (opioidów endogennych).
Obie metody mają wady. Podawanie leków może wiązać się z komplikacjami, które obniżają komfort pacjenta i wydłużają pobyt w szpitalu. Lepsza pod tym względem jest elektrostymulacja, której produkty są naturalne i nie wywołują efektów ubocznych. Jednak urządzenia do niej nie mogą np. działać przez całą dobę i wymagają zaangażowania wykwalifikowanego personelu. Odpowiedzią na ten problem jest właśnie StimulAid. Doktor Agrawal wskazuje, że urządzenie wypadło pomyślnie w badaniach klinicznych, w których pacjenci sami dozowali sobie ilość środków przeciwbólowych. Udało nam się wykazać, że przy używaniu StimulAida zapotrzebowanie na leki spadało średnio o połowę - chwali się lekarz.

Akupunktura na prąd

Jak działa StimulAid? Kiedy pacjent po zabiegu trafia na salę pooperacyjną, personel przykleja do jego ciała cztery takie urządzenia. Rozmieszczeniem rządzi ogólna zasada: dwa aparaty w pobliżu rany, dwa w punktach dystalnych. Lokalizacja tych ostatnich nie jest tajemnicą dla nikogo, kto zajmuje się akupunkturą: to miejsca na ciele, gdzie znajdują się punkty posiadające więcej zakończeń nerwowych.
Z inżynierskiego punktu widzenia miejsca te po prostu lepiej przewodzą prąd – tłumaczy dr inż. Piotr Pruchnicki z Politechniki Wrocławskiej, który konstruował urządzenie. StimulAid podaje więc w tych punktach prąd o niewielkim natężeniu, ale napięciu kilkudziesięciu woltów - to znacznie mniej, niż mamy w gniazdkach - bo to właśnie napięcie determinuje, czy prąd przeniknie przez skórę.
Naukowcy zapewniają, że urządzenie jest w stanie działać przez ok. 3 doby, a potem trzeba je naładować. Niezły wynik, jeśli idzie o coś tak niewielkiego. Jako konstruktor mogę zapewnić: nie ma żadnego problemu, żeby do używanych dzisiaj urządzeń podłączyć akumulator wielkości walizki, który pacjent będzie ciągał za sobą. Tylko czy to jest praktyczne? - pyta dr Pruchnicki.

Już nie boli, dzięki SI

Celem naukowców jest to, żeby po podłączeniu urządzenie działało w możliwie najbardziej autonomiczny sposób, aby nie angażować personelu medycznego. Dzisiaj parametry stymulacji dobierają pielęgniarka lub lekarz, ale w przyszłości StimulAid ma radzić sobie w tej kwestii sam, czyli dostosowywać sposób działania do tego, co dzieje się w ciele pacjenta. Służyć do tego będą algorytmy sztucznej inteligencji (SI) „zaszyte” w oprogramowaniu sterującym urządzeniem. Pomoże w tym także przygotowana aplikacja na telefony komórkowe.
Naszym celem jest, żeby urządzenie zwracało się przychodni lub szpitalowi po roku od zakupu. Oszczędności na samych lekach przeciwbólowych są raczej niewielkie, ale oszczędności związane z powikłaniami i wydłużonymi pobytami to już konkretne pieniądze - mówi dr Agrawal.
Czyli argument ekonomiczny jest. Czy wystarczy do tego, żeby trójramienna gwiazdka zawojowała sale pooperacyjne?

Eureka! DGP

Reklama
Trwa ósma edycja konkursu "Eureka! DGP – odkrywamy polskie wynalazki", do którego zaprosiliśmy polskie uczelnie, instytuty badawcze i jednostki naukowe PAN. Do 18 czerwca w Magazynie DGP będziemy opisywać wynalazki nominowane przez naszą redakcję do nagrody głównej. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi na specjalnej gali 23 czerwca, zaś podsumowanie tegorocznego cyklu ukaże się 25 czerwca w Magazynie DGP. Główną nagrodą jest 30 tys. zł dla zespołu, który pracował nad zwycięskim wynalazkiem, ufundowane przez Mecenasa Polskiej Nauki - firmę Polpharma, oraz kampania promocyjna dla uczelni lub instytutu o wartości 50 tys. zł w mediach INFOR Biznes (wydawcy Dziennika Gazety Prawnej), ufundowana przez organizatora
mecenas polskiej nauki
partnerzy merytoryczni
organizator