Dla najbardziej zagorzałych krytyków mechanizmu praworządności, takich jak węgierski premier Viktor Orban, środek ten jest politycznie motywowanym i nielegalnym sposobem na ukaranie jego rządu poprzez wstrzymanie funduszy. Dla zwolenników, w tym wielu eurodeputowanych, narzędzie to jest muskularnym sposobem na nałożenie - wreszcie - sankcji za łamanie wartości UE przez nieliberalne rządy. Rzeczywistość jest taka, że żadne z tych zdań nie jest całkiem prawdziwe - piszą autorzy tekstu w "FT".

Reklama

Jak wskazuje "FT", projekt tekstu w sprawie mechanizmu praworządności jest wart przeczytania w całości, bo pokazuje on, że wbrew wielkim deklaracjom, UE prawdopodobnie przegapiła swoją szansę na stworzenie mechanizmu sankcji mającego zęby, a zamiast tego wybrała taki, który może nigdy nie zostać zastosowany w praktyce.

Wysoka poprzeczka do pokonania

Najważniejszą kwestią jest to, kiedy Komisja Europejska będzie mogła zaproponować, by zmniejszyć lub zawiesić środki budżetowe dla państwa członkowskiego w ramach tego mechanizmu, wskazują autorzy "FT". Projekt tekstu mówi jasno: może to nastąpić tylko wtedy, gdy Bruksela stwierdzi, że naruszenie praworządności w państwie członkowskim "wpływa lub poważnie zagraża prawidłowemu zarządzaniu finansami budżetu UE lub ochronie interesów finansowych Unii w wystarczająco bezpośredni sposób".

Jak oceniają autorzy "FT", próg ten będzie prawdopodobnie stanowił dla Komisji wysoką poprzeczkę do pokonania. Przypomina to kryterium zarysowane w październiku przez niemiecką prezydencję w projekcie odrzuconym nie tylko przez Węgry i Polskę, ale także przez koalicję siedmiu krajów, w tym krajów nordyckich i bałtyckich, Austrii i Holandii, które argumentowały, że zabezpieczanie rządów prawa powinno być czymś więcej niż tylko ochroną finansów UE.

Kraje te, wraz z większością posłów do PE, chciały narzędzia, które mogłoby być użyte do nakładania sankcji za podważanie zasad takich jak wolność prasy, wolność słowa i prawa LGBTIQ oraz innych mniejszości. Ale w tym tekście tego nie ma. Zamiast tego jako powody do nałożenia sankcji wymienia konkretnie zagrożenia finansowe, takie jak oszustwa, oszustwa podatkowe i korupcja, wskazują dziennikarze "FT".

Przywołują oni słowa jednego z urzędników Parlamentu Europejskiego, który powiedział, że "nie jest to mechanizm praworządności, ale wadliwe pod względem proceduralnym narzędzie antykorupcyjne".

"Wadliwy mechanizm raczej nie dorasta do szumu wokół niego"

To wszystko rodzi podstawowe pytanie, czy mechanizm praworządności zostanie kiedykolwiek wykorzystany. Urzędnicy UE zwracają uwagę, że jest mało prawdopodobne, aby Komisja ryzykowała wszczęcie ewentualnych sankcji wobec któregokolwiek z państw, chyba że będzie miała żelazne gwarancje, że nie zostanie to obalone przez sądy - piszą autorzy "FT".

Jak wyjaśniają, Orban prawdopodobnie wniósłby skargę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości na każde działanie KE przeciwko jego rządowi. Otworzyłoby to perspektywę niekończącej się walki prawnej z premierem Węgier. Taka walka prawna przypominałaby procedurę dotyczącą praworządności wszczętą z art. 7 przeciwko Węgrom w 2018 r. i Polsce w 2019 r., które utknęły. Dałoby to również Węgrom możliwość użycia w proteście weta w każdej sprawie, która wymaga jednomyślności.

Autorzy "FT" przywołują słowa jednego z unijnych urzędników, według którego mechanizm praworządności "nigdy nie będzie egzekwowany i wywoła jedynie niechęć polityczną po wszystkich stronach". W kwestii wstrzymanych rozmów budżetowych zwolennicy państwa prawa wzywają UE i niemiecką prezydencję do stanowczości i unikania ponownego otwarcia umowy w celu uspokojenia Orbana i jego sojuszników. Ale nawet jeśli tak się stanie, wadliwy mechanizm raczej nie dorasta do szumu wokół niego - konkludują.