- czytamy w apelu opublikowanym w czwartek na Facebooku.
Właściciele zaznaczają, że bar przetrwał czasy PRL-u, a potem widmo wyburzenia pawilonów, w których się mieści. Teraz jego dalszemu funkcjonowaniu zagroziła pandemia. - napisano.
Post został do tej pory udostępniony ponad 8 tys. razy, a pod grochowską cukiernią od czwartku widać kolejki. Masowy odzew warszawiaków na apel zaskoczył samych właścicieli, którzy pierwsze szacunki dotyczące liczby sprzedanych wyrobów mają podać w piątek wieczorem.
Mieszkańcy zaznaczają, że bar z rurkami na tzw. "Wiatraku" to dla wielu nieodłączna część mapy stolicy. - podkreślała pani Ania, czekająca w kilkunastoosobowej kolejce przed barem w piątek po południu.
Wewnątrz niewielkiego lokalu wystawiono też puszkę, w której zbierane są datki na czynsz i opłaty.