Bujak powiedział, że z tak powszechnym i gwałtownym zadłużaniem się państw jak obecnie nie mieliśmy jeszcze do czynienia.

Reklama

- Bywaliśmy już świadkami szybkiego i dużego wzrostu długu publicznego w wielu gospodarkach w różnych kryzysowych epizodach, np. podczas poprzedniego kryzysu, ale nigdy nie było to tak powszechne, jak obecnie - stwierdził.

- Koszty obecnego kryzysu niemal w każdej gospodarce na świecie są tak duże, że wywołuje to znaczny wzrost dług publicznego: uruchamiane są kosztowne programy pomocowe wymagające emisji długu, o wartości kilkunastu, a nawet ponad 20 proc. PKB - dodał.

Jego zdaniem w niektórych przypadkach stanie się tak, że rozmiar kryzysowych obciążeń będzie zbyt duży, aby utrzymać stabilność finansów publicznych. Wedle Bujaka kluczowy jest wyjściowy - z początku kryzysu - poziom relacji długu do PKB.

- Akurat w przypadku Polski ten poziom był niski, o wiele niższy niż średnia unijna. Dzięki temu ryzyko podkopania stabilności naszych finansów publicznych w średnim terminie jest ograniczone, nawet biorąc pod uwagę relatywnie dużą wartość pakietów pomocowych - powiedział.

- W przypadku gospodarek, gdzie wyjściowy poziom długu do PKB był wysoki, a zagrożenie trwałą stagnacją gospodarczą jest duże, jak np. we Włoszech czy w mniejszym stopniu w Hiszpanii, problemy ze stabilnością finansów publicznych w średnim terminie mogą być poważne - dodał.

- Dlatego te kraje argumentują na forum europejskim, że nacisk w funduszach pomocowych UE powinien być na bezzwrotne dotacje, a nie pożyczki, które zwiększają dług - skomentował ekonomista.

- Jeśli spojrzymy na kwestię obsługi unijnego długu, który będziemy spłacać przez 30 lat, a okres spłaty rozpocznie się w 2028 r., to nie powinien zbytnio obciążać budżetów narodowych – pod warunkiem, że będzie to jednorazowa emisja - ocenił. - Zwłaszcza jeśli Komisja Europejska wprowadzi zapowiadane nowe dochody własne z nowych danin, jak podatek węglowy albo cyfrowy - dodał.

Zdaniem Bujaka, według wszystkich dostępnych projekcji, poziom długu publicznego w Polsce podczas kryzysu i po kryzysie pozostanie relatywnie niski, to znaczy znacznie mniejszy niż przeciętnie w UE.

"Sugeruje to, że ocena wiarygodności kredytowej Polski nie ulegnie pogorszeniu, czyli ratingi dla Polski nie są zagrożone" - uważa ekonomista. - W porównaniu z innymi gospodarkami byłoby to pozytywne, ponieważ niektóre kraje zostały już dotknięte redukcją ratingu, jak ciesząca się wcześniej najwyższą oceną Kanada - zaznaczył.

W jego opinii możemy się spodziewać, że w konsekwencji kryzysu zostanie zamrożona na jakiś czas pensja minimalna czy wynagrodzenia w budżetówce.

- Jednak naszą ścieżką wyjścia z długu jest wzrost gospodarczy, potencjalnie wysoki, stymulowany jeszcze środkami z budżetu UE - stwierdził Bujak. - Dzięki temu zmniejszanie długu publicznego nie będzie w Polsce bolesne, ponieważ unikniemy cięć budżetowych i nowych podatków - podsumował.