W poniedziałek na wartości traciły kluczowe indeksy na Wall Street, na giełdach azjatyckich i europejskich, w tym na GPW. To zapowiedź kolejnego burzliwego tygodnia na światowych parkietach, którego głównym powodem jest dynamika pandemii COVID-19.

Reklama

W USA wychodzenie z lockdownu i stopniowe odmrażanie gospodarki przyniosło w zeszłym tygodniu wielu stanom – m.in. Kalifornii, Teksasowi i Florydzie – nowe wzrosty zachorowań. W czwartek łączna liczba osób, które zaraziły się koronawirusem, przekroczyła w całym kraju 2 mln osób wobec ok. 7,8 mln potwierdzonych zachorowań na całym świecie. W poszczególnych stanach rekordy biło też obłożenie oddziałów intensywnej terapii – w Arizonie przekroczyło po raz kolejny próg 75 proc., co poskutkowało uruchomieniem przez tamtejsze szpitale procedur awaryjnych. Czynnikiem, który mógł wpłynąć na rozwój epidemii, mogły być także trwające w wielu amerykańskich miastach protesty przeciwko rasizmowi i policyjnej przemocy, które wybuchły po zabójstwie czarnoskórego George’a Floyda przez białego funkcjonariusza w Minneapolis.

Do załamania napędzanego rekordowym pakietem stymulacyjnym optymizmu amerykańskich inwestorów i korzystnych trendów giełdowych, którym przez wiele tygodni zdawały się nie przeszkadzać alarmujące dane dotyczące sytuacji na rynku pracy, przyczyniły się też zeszłotygodniowe prognozy Rezerwy Federalnej. Fed zakłada w nich skurczenie się PKB Stanów Zjednoczonych za 2020 r. o 6,5 proc. W roku 2021 w amerykańskiej gospodarce ma nastąpić odbicie na poziomie 5 proc., a w 2022 wzrost ma wynieść 3,5 proc. Fed wykluczył ponadto podniesienie w ciągu najbliższych dwóch lat rekordowo niskich stóp procentowych. Według analityków kolejnym momentem bolesnej konfrontacji z rzeczywistością może być dla Wall Street publikacja wyników finansowych firm w II kwartale 2020 r.

Nowy peak zachorowań na koronawirusa był też widoczny w skali globalnej. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) nowy dzienny rekord – 142 672 zachorowania – padł w sobotę. Obawy budzi w szczególności rozwój sytuacji w Azji Południowej po zniesieniu lockdownu. Według „Economist”, utrzymanie obecnej dynamiki rozprzestrzeniania się wirusa w Indiach oznaczać może dla tego kraju nawet 5 mln zakażeń i 150 tys. ofiar śmiertelnych w perspektywie niespełna dwóch miesięcy. Niestabilna jest też sytuacja w Ameryce Łacińskiej. W samej Brazylii potwierdzono do tej pory ponad 850 tys. zachorowań, co czyni ją drugim po USA największym rozsadnikiem koronawirusa.

Niepokoi wreszcie ewentualność pojawienia się drugiej fali epidemii w tych krajach, w których sytuacja została już skutecznie opanowana. W zeszłym tygodniu pierwsze od wielu tygodni ognisko COVID-19 pojawiło się na targu w Pekinie. Do tej pory powiązano z nim już ok. 80 nowych zachorowań na wirusa. Wywołało to niepokój o perspektywy dalszej odbudowy chińskiej gospodarki. Władze wprowadziły natychmiast obostrzenia, aby powstrzymać dalsze rozprzestrzenianie się choroby: w dzielnicach sąsiadujących z targiem wprowadzono lockdown, a całą stolicę zamknięto dla ruchu turystycznego; zamknięto również obiekty kulturalne i sportowe. Według danych przedstawionych wczoraj przez główny urząd statystyczny ChRL produkcja przemysłowa, inwestycje i handel rosną, po raz pierwszy w tym roku poprawila się też kondycja sektora usług w tym kraju. Wychodzenie z kryzysu postępuje jednak wolniej, niż przewidywali to pierwotnie analitycy.

Dotychczasowe spadki to tylko delikatna zapowiedź tego, co może dotknąć rynki, jeśli epidemia na powrót się rozkręci i kolejne kraje zmuszone będą do ponownego wprowadzenia lockdownów. Według szacunków OECD, w razie wystąpienia drugiej fali pandemii ubytek w światowym PKB wyniesie w tym roku ok. 7,6 proc. W przypadku, gdyby drugiej fali udało się uniknąć, spadek PKB w skali globu miałby wynieść 6 proc. Biorąc pod uwagę, że według Międzynarodowego Funduszu Walutowego produkcja światowej gospodarki była w zeszłym roku warta ok. 86,6 bln dol. (ceny nominalne), oznaczałoby to, że powrót koronawirusa kosztować będzie świat w samym 2020 r. ok. 1,4 bln. A to nie koniec, bo z prognozy OECD wynika również, że ewentualna druga fala COVID-19 oznaczać będzie również, że dłużej potrwa odrabianie strat gospodarczych. O ile w razie jej powstrzymania globalna gospodarka ma szansę podnieść się przed końcem 2021 r., o tyle druga fala wirusa oznaczałaby, że proces odbudowy sięgnie głęboko w rok 2022. Jak dodaje organizacja, straty, jakie poniesie światowa gospodarka w latach 2020–2021, będą największe od 100 lat (wyłączając okresy wojny), a konsekwencje dla ludzi, firm i rządów – dotkliwe i długotrwałe.

Jednym z kluczowych obszarów będzie znów sektor naftowy – którego sytuacja, pomimo przedłużenia przez producentów z OPEC+ do lipca cięć produkcji surowca jest wciąż daleka od stabilności – oraz najsilniej powiązane z nim gałęzie gospodarek. Już w zeszłym tygodniu ceny baryłki ropy na światowych rynkach straciły ok. 8 proc. wartości. W poniedziałek notowania ropy West Texas Intermediate dalej spadały, schodząc poniżej poziomu 36 dol. za baryłkę, a ropa brent kosztowała 38,57 dol.

Czynnikiem łagodzącym skutki drugiej fali kryzysu mogą być nabyte w ostatnich miesiącach doświadczenia, a także rozwinięte w wielu krajach zdolności testowania czy śledzenia interakcji społecznych. Jednak eksperci wyrażają obawy, czy rządy udźwigną koszty niezbędnych do ustabilizowania gospodarki kolejnych pakietów stymulacyjnych.