Dziennik Gazeta Prawana logo

Budżetem w epidemię. Czy polska gospodarka potrzebuje wsparcia?

11 marca 2020, 06:17
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Polska gospodarka
<p>Polska gospodarka</p>/Shutterstock
Reguła wydatkowa jest tak skonstruowana, że może dać rządowi więcej luzu w budżecie, jeśli gospodarka wyraźnie wyhamuje. Ale niektórzy nie chcą czekać i już dziś nawołują do jej zawieszenia.

Wśród ekonomistów toczy się debata, czy polska gospodarka w ogóle potrzebuje wsparcia ze strony sektora publicznego, jaki miałby być zakres tego wsparcia i czy warto poświęcić dla niego reguły fiskalne, które doprowadziły do ustabilizowania polskich finansów publicznych.

Nawet 13,5 mld zł do dyspozycji

Pierwsza grupa uważa, że w tej chwili jakiekolwiek stymulowanie fiskalne nie byłoby jeszcze wskazane, a już z pewnością nie warto niszczyć reguł. Zwolennicy tej tezy zwracają uwagę, że reguła wydatkowa jest tak napisana, że w przypadku wyraźnego spowolnienia gospodarczego daje rządowi więcej luzu w budżecie. Jeśli wzrost PKB miałby wyhamować do poziomu o 2 pkt proc. niższego niż średnia z ostatnich lat, wówczas wyliczając limit, nie bierze się pod uwagę korekt ze względu na wysokość długu. Jak wyliczył Marek Rozkrut, ekonomista firmy doradczej EY, jeśli wzrost wyhamowałby do 1,4 proc. PKB, wtedy limit wydatków mógłby być większy o ok. 13,5 mld zł. Reguła jest też zawieszana w przypadku stanu wojennego, wyjątkowego lub stanu klęski. To oznacza, że w sytuacjach nadzwyczajnych fiskalny gorset przestaje krępować rząd.

– uważa dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP.

Po drugiej stronie są ci, którzy nawołują do działania już teraz, bez czekania na faktyczne spowolnienie. Jak dr Marcin Piątkowski, ekonomista z Akademii Leona Koźmińskiego. Nawołuje on do jak najszybszej nowelizacji budżetu i zwiększenia wydatków.

– napisał kilka dni temu na Twitterze.

Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy

Obie strony spierają się też co do zakresu ewentualnej stymulacji. Pierwsza zwraca uwagę, że potencjalny kryzys będzie wynikał z zaburzeń podaży. A więc jeśli pomagać, to wspierać płynność firm. I niekoniecznie już na tym etapie.

– mówi Dudek. A dr Aleksander Łaszek z Forum Odpowiedzialnego Rozwoju zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt: polska gospodarka zaczęła zwalniać na długo przed pojawieniem się choroby i mimo zwiększenia skali transferów socjalnych w połowie ubiegłego roku.

– podkreśla Łaszek.

Druga strona zakłada jednak, że nadchodzące spowolnienie nie tylko będzie wynikiem spadku podaży (co jest bezpośrednim efektem przerywania łańcuchów dostaw), ale też popytu. Bo trudno zakładać, że konsumenci czy przedsiębiorcy będą w tak niepewnych czasach zwiększać swoje zakupy czy inwestycje.

– uważa Piątkowski. Co oznacza, że należy jak najszybciej zwiększać wydatki i deficyt, wspierając inwestycje. Co z regułami fiskalnymi? Należy je zawiesić w myśl zasady, że nie czas żałować róż, gdy płoną lasy. I nie tylko krajową regułę wydatkową, lecz także limity deficytu i długu narzucone przez unijny pakt stabilności i wzrostu. Zakładając, że Komisja Europejska będzie patrzeć na to przez palce, świadoma zagrożenia. Tym bardziej że zjawisko będzie powszechne. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj