Dziennik Gazeta Prawana logo

Wyścig pensji z cenami. Inflacja zżera sporą część podwyżek

20 lutego 2020, 08:04
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
czas pracy, praca, biuro, pracownik, zegarek, elastyczny czas pracy, komputer. / fot. Shutterstock
<p>czas pracy, praca, biuro, pracownik, zegarek, elastyczny czas pracy, komputer. / fot. Shutterstock</p>/fot. Shutterstock
Zwiększenie płacy minimalnej podkręciło tempo wzrostu wynagrodzeń w firmach. Ale inflacja zżera dużą część podwyżek

Od stycznia płaca minimalna wynosi 2600 zł brutto. To pierwszy krok z zapowiadanego przez Prawo i Sprawiedliwość w czasie ubiegłorocznej kampanii wyborczej radykalnego podniesienia najniższej pensji do 4000 zł, co ma nastąpić w 2024 r. Już wtedy część ekonomistów zwracała uwagę, jak ryzykowny może to być manewr. Z punktu widzenia pracowników wyższa płaca minimalna powinna podnieść całą siatkę wynagrodzeń, ale dla przedsiębiorstw oznacza wzrost kosztów pracy. A dla całej gospodarki ryzyko wyhamowania wzrostu zatrudnienia i wyższe ceny.

Styczniowe dane GUS z rynku pracy zdają się po części potwierdzać każdą z tych tez. Duża podwyżka najniższych pensji (o 15,5 proc.) przełożyła się na wyższą dynamikę wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw. Wyższą niż w poprzednich miesiącach, ale też większą, niż oczekiwali ekonomiści.

GUS podał, że płace wzrosły o 7,1 proc., eksperci zakładali, że będzie to 6,8 proc. Jednocześnie ostro zaczął hamować wzrost zatrudnienia. Liczba etatów zwiększyła się w styczniu jedynie o 45 tys., wobec 136 tys. przed rokiem. Dane nie do końca są porównywalne, bo GUS co rok zmienia grupę badanych przedsiębiorstw. Ale potwierdzają trend, który był widoczny już w drugiej połowie 2019 r.: popyt na pracę maleje, co ma bezpośredni związek nie tylko z rosnącymi jej kosztami, ale też ze spowolnieniem gospodarczym. Firmy, zakładając, że będzie mniej chętnych na ich towary i usługi, nie widzą potrzeby, by zwiększać swoje załogi. Tym bardziej że coraz droższa praca oznacza dla przedsiębiorstw coraz większy koszt, który próbują przerzucać na klienta, żądając wyższych cen. A to dodatkowo może ograniczać popyt. Efekt przerzucania kosztów na ceny już widać w danych o inflacji. W styczniu wyniosła ona 4,4 proc. w skali roku. Według ekspertów przyczyny to nie tylko wyższe ceny regulowane (śmieci, prąd), ale też drożejące usługi, w których płace są najbardziej kosztogenne.

Co z konsumpcją?

Presja na koszty pracy w firmach sprawia, że część usług drożeje. Jednocześnie rosnąca inflacja zżera część podwyżek wynagrodzeń i siła nabywcza płac nie rośnie tak szybko jak w poprzednich miesiącach. Co stawia pod znakiem zapytania rolę wynagrodzeń w kreowaniu konsumpcji prywatnej. Do tej pory rozgrzany rynek pracy w połączeniu z rosnącymi transferami społecznymi był paliwem dla konsumpcji, która z kolei napędzała wzrost gospodarczy. Teraz sytuacja się zmieniła: zwiększenie transferów społecznych nie przełożyło się na skłonność do wydawania pieniędzy przez gospodarstwa domowe. A podwyżki pensji mogą realnie wcale nie być takie duże, by nadal ją pobudzać, o ile podwyższona inflacja utrzyma się przez dłuższy czas. Może to działać dwutorowo: przez wyższe ceny konsumentów będzie stać na mniej albo strach przed drożyzną będzie skłaniał ich do odkładania konsumpcji na później.

mówi Urszula Kryńska, ekonomistka PKO BP. I dodaje, że dla konsumpcji prywatnej ważne są też inne czynniki, np. nastroje konsumenckie (o nich w tekście poniżej). Jeśli ludzie będą przekonani, że gospodarka rzeczywiście zwalnia, to mogą odkładać decyzje o zakupach. Z tej perspektywy dane z rynku pracy były gorsze od oczekiwań.

Będzie efekt drugiej rundy?

Jest jeszcze jedna zależność między cenami a zarobkami. To tzw. efekt drugiej rundy. Polega on na tym, że w odpowiedzi na rosnące ceny pracownicy domagają się podwyżek, by zachować siłę nabywczą swoich dochodów. Pracodawcy się na to godzą, przez co rosną im koszty pracy – co ostatecznie powoduje jeszcze większy wzrost cen.

Ekonomiści, z którymi rozmawialiśmy, bardzo ostrożnie wypowiadają się o ryzyku wystąpienia tego efektu.

– mówi Urszula Kryńska.

– dodaje Marcin Luziński z Santander Bank Polska. On też nie wierzy, żeby dziś wystąpiły efekty drugiej rundy. Ale zwraca uwagę, że z inflacją mogą być jeszcze problemy zupełnie niezależne od rynku pracy. Na przykład postępująca epidemia koronawirusa, która przerwała globalne łańcuchy dostaw, może zmusić producentów do szukania alternatywnych, droższych dostawców spoza Chin. Albo w ogóle ograniczy podaż niektórych towarów – co też przełoży się na ceny.

– mówi Luziński. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj