Dziennik Gazeta Prawana logo

Młode Polki stawiają na pracę. Tyle że w domu

28 marca 2017, 08:30
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Kobieta z dziećmi
Kobieta z dziećmi/Shutterstock
Już 1,6 mln kobiet jest zawodowo nieaktywnych ze względu na obowiązki rodzinne. To dane z badania BAEL, jakie cyklicznie prowadzi GUS, dotyczące IV kwartału 2016 r. Wynika z nich, że grupa kobiet, które nie pracują, bo poświęcają się rodzinie i prowadzeniu domu, rosła. Od początku października do końca grudnia powiększyła się o 8 tys. w porównaniu z kwartałem wcześniej. W sumie w ciągu całego poprzedniego roku kobiet biernych zawodowo z powodów rodzinnych przybyło 148 tys. Po dołożeniu 2015, kiedy zaczął się ten proces, przybyła armia niemal 240 tys. kobiet niepracujących zawodowo (w 2015 r. rodzinne przyczyny zdecydowały o odejściu z pracy 91 tys. pań).

Szczególnie interesująco wyglądają te dane w podziale na wiek. Kobiety w wieku 25–44 lata – czyli w okresie, gdy zakłada się rodzinę i zajmuje się dziećmi – to ponad połowa wszystkich nieszukających pracy przez wzgląd na rodzinę (878 tys.). W ciągu ostatniego kwartału 2016 r. przybyło ich 30 tys. – w tej kategorii wiekowej liczba biernych zawodowo rosła szybciej niż w całej grupie. W ciągu roku o prawie 12 proc.

Michał Myck, dyrektor Centrum Analiz Ekonomicznych CenEA, wymienia kilka tego powodów, m.in. program „Rodzina 500 plus” czy zwiększenie w 2015 r. świadczeń rodzinnych, ale też umożliwienie odliczania ulgi na dzieci do wysokości składek ZUS i NFZ.

– mówi Michał Myck. Choć dodaje, że łączenie zjawiska wzrostu liczby kobiet biernych zawodowo ze zwiększeniem tzw. bezpośrednich transferów do rodzin z budżetu państwa jest uprawnione.

Ale to niejedyny powód, bo w domu coraz częściej zostają również kobiety młodsze (15–24 lata) i starsze (45–64 lata i powyżej 65. roku życia). Chociaż pośród tych kategorii w IV kwartale tylko w jednej nastąpił wzrost (wśród najstarszych, o 7 tys. kobiet), to w porównaniu z końcem 2015 r. mamy kilku-, kilkunastoprocentowe wzrosty. Na to nie ma dobrego wytłumaczenia, eksperci uważają, że może to być też efekt uboczny zwiększania się liczby osób starszych, którymi ktoś z rodziny musi się opiekować. Te dwie sprawy wiążą analitycy Narodowego Banku Polskiego, którzy zwracają uwagę, że liczba osób po 80. roku życia w 2015 r. przekroczyła już milion.

Na łączenie wzrostu liczby biernych zawodowo tylko z programem „Rodzina 500 plus” nie zgadza się Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej. Zwraca uwagę, że proces rozpoczął się znacznie wcześniej, niż ruszyły wypłaty dodatków na dzieci i nikt do końca go nie zdiagnozował. Niezależnie od przyczyn analitycy są zgodni: ze zwiększania się liczby kobiet biernych zawodowo niczego dobrego nie będzie. Michał Rot, ekonomista PKO BP, wśród potencjalnych zagrożeń wymienia deficyt pracowników na rynku pracy.

– mówi Michał Rot.

Kolejny kłopot to dodatkowy koszt dla finansów publicznych. Z jednej strony ubędzie dochodów: gdy ktoś przestaje pracować, to przestaje również płacić podatki i składki. Zwłaszcza w tym drugim przypadku może to być bolesne, bo mimo ogólniej dobrej sytuacji na rynku pracy deficyt w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych nie zmniejsza się zbyt szybko. Ucierpią na tym zresztą sami zainteresowani, bo w przyszłości dostaną mniejsze emerytury. Odłożony w składkach kapitał emerytalny będzie niższy. W przypadku kobiet to zadziała szczególnie drastycznie: nie dość, że kapitału będzie mniej, to jeszcze będzie on dzielony na większą liczbę lat na emeryturze. A to dlatego, że wiek emerytalny pań jest niższy niż mężczyzn (od października tego roku będzie wynosił 60 lat). Do tego przeciętnie kobiety żyją dłużej od mężczyzn.

Michał Myck z CenEA dodaje jeszcze jedno ryzyko: dezaktywizacja kobiet może mieć też negatywny wpływ na dzietność.

mówi.

Takim mechanizmem mogłoby być powiązanie wypłat lub wysokości świadczeń z aktywnością zawodową obojga rodziców, co rekompensowałoby koszty opieki nad dziećmi. Inna metoda to poszerzanie dostępu do żłobków i przedszkoli oraz zapewnienie opieki najmłodszym uczniom szkół podstawowych. Na jakieś finansowe bodźce raczej nie liczy. Jego zdaniem rząd nie ma dużego pola manewru do kreowania nowych wydatków. Z drugiej strony nie ma też co liczyć na jakieś gruntowne zmiany w programie wypłat dodatków na dzieci. Skupia się na uszczelnianiu programu.

Zdaniem Michała Mycka potrzebna by była debata o tym, w jaki sposób wprowadzić głębsze zmiany w całym systemie finansowego wsparcia rodzin. Chodzi o to, aby zamiast zniechęcać, zachęcało ono do większej aktywności finansowej kobiet.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj