Pisaliśmy w DGP o tym, że Ministerstwo Rozwoju pracuje nad systemem, w którym papierowe paragony miałyby zostać zastąpione elektronicznymi, przesyłanymi klientowi e-mailem lub np. na aplikację na telefon. Miałoby to wspierać obrót bezgotówkowy, bo system automatycznie działałby przy płatności kartą, i tzw. fiskalizację online – fiskus mógłby zdalnie gromadzić, a potem przetwarzać z kas dane o transakcjach.
Przedstawiciele organizacji handlowych, z którymi rozmawialiśmy, mają wiele wątpliwości co do projektu. Najwięcej pytań budzi zakres gromadzonych danych, administrowanie nimi i ich przetwarzaniem. Pół biedy, jeśli transakcja jest elektroniczna, a kasa byłaby zintegrowana z terminalem: wówczas klient mógłby dostać paragon automatycznie via bank. Ale co z płatnościami gotówką? Aby przesłać paragon elektroniczny, sklep będzie musiał uzyskać od klienta jego adres e-mail lub numer telefonu.
Nie wyobrażam sobie, by zbieranie takich informacji było zadaniem kasjerki. To wydłużyłoby kolejkę, co wpłynęłoby negatywnie na obroty placówki – mówi Karol Stec z departamentu prawnego Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. Jakimś wyjściem byłoby pozyskiwanie tych danych przez punkt obsługi klienta lub stronę internetową sklepu. Jednak nie każdy korzysta z takich rozwiązań.
Reklama
Inna sprawa to przechowywanie informacji. Przy uznaniu takich danych za wrażliwe baza powinna być zgłoszona do GIODO i nadzorowana przez ten urząd. – Dobrze byłoby też, gdyby przechowywane były tylko w chmurze. A co za tym idzie, by sklepy nie musiały utrzymywać ich kopii, bo to oznacza kolejne wydatki – podkreśla Karol Stec.
Co na to resort rozwoju? Według ministerstwa samo zastąpienie papierowej ewidencji elektroniczną niczego nie zmienia. Dotychczasowe zasady przetwarzania i zabezpieczania danych są restrykcyjne, a nawet poziomy zabezpieczeń są podwyższane. Dane przechowywane w kasie fiskalnej i transmitowane z niej będą kryptograficznie zabezpieczone. A kasy fiskalne, jak i terminale płatnicze podlegają restrykcyjnej certyfikacji i nie ma planów, aby z tego wymogu rezygnować.
A co z rejestracją i administrowaniem danymi klientów przez sprzedawcę? Jeśli będzie gromadził paragony z danymi klientów tylko na użytek rozliczania się z fiskusem, nie będzie musiał rejestrować zbioru i nie będzie podlegał nadzorowi GIODO – dokładnie na takiej samej zasadzie jak dziś w przypadku faktur. Co innego, gdyby gromadzone dane były przez niego wykorzystywane do tworzenia oferty, np. planów lojalnościowych. Sprzedawca nie musiałby rejestrować zbioru danych w GIODO, ale miałby obowiązek zgłoszenia faktu zatrudnienia administratora bezpieczeństwa informacji.
Wiceminister rozwoju Tadeusz Kościński nie zgadza się też z opinią, że w systemie paragonu elektronicznego banki uzyskają dostęp do zbyt dużej ilości danych na temat klientów. Przypomina, że paragon miałby być przesyłany na adres e-mail (bądź specjalną aplikację) – co niczym nie różni się od rozwiązań stosowanych dziś przez banki i w handlu elektronicznym. – Bank nie widziałby nic więcej niż do tej pory, co wynika z użytkowania karty płatniczej – mówi wiceminister.
Kolejny problem to dostępność sprzętu. Dla MR idealnym rozwiązaniem byłoby, gdyby kasy były zintegrowane z terminalami płatniczymi i miały dostęp do internetu. I tu jest kłopot: producenci podkreślają, że na razie nie oferują urządzeń, które mogłyby wystawiać elektroniczne paragony. Choć niektórzy, np. Posnet, przyznają, że dysponują technologią, która to umożliwia.
Kasy trzeba homologować, zanim zostaną wprowadzone na rynek. Homologacje uzyskają jednak te urządzenia, które spełniają warunki techniczne określone w rozporządzeniu ministra gospodarki z 27 sierpnia 2013 r. w sprawie kryteriów i warunków technicznych, którym muszą odpowiadać kasy rejestrujące. Nie wspomina ono nic o e-paragonie – komentuje Piotr Marzec z firmy Posnet Polska.
Konkurencja potwierdza, że brak tego rodzaju kas na rynku wynika nie z problemów technicznych, a z tego, że jest to ekonomicznie nieuzasadnione. – Jak tylko zostanie wypracowana koncepcja elektronicznego paragonu, będą przepisy określające warunki, jakie powinny spełniać kasy mające go wystawiać, wyprodukowanie urządzeń zajmie najwyżej kilka miesięcy – twierdzi Maciej Rudaś z firmy Torell.
Resort rozwoju przyznaje, że zna tylko jedno rozwiązanie dostępne na rynku, w którym kasa fiskalna jest zintegrowana z terminalem płatniczym – przy czym urządzenie jest dwuczęściowe, połączone kablem, w którym bazą jest kasa. „Kaso-terminala” w jednej obudowie nie da się produkować choćby ze względów formalnych: kasa jest urządzeniem homologowanym przez Główny Urząd Miar, zaś terminal płatniczy wymaga certyfikacji PCI DSS (Payment Card Industry Data Security Standard).
Ale według MR niewielka dostępność zintegrowanych kas to też nieduży kłopot. Wiele urządzeń może współpracować z terminalami i chodzi tylko o odpowiednie oprogramowanie tzw. protokołów komunikacyjnych między kasą a terminalem, albo zastosowania dodatkowych modułów komunikacyjnych.
Przedstawiciele producentów kas są sceptyczni wobec projektu z jeszcze jednego powodu: ich zdaniem elektroniczny paragon przyczyni się raczej do rozszczelnienia niż uszczelnienia rynku. Dziś osoby stojące w kolejce do kasy są w stanie zweryfikować, czy sklep nie omija prawa. Widzą wydruk transakcji na paragonie. – W sytuacji, gdy paragon będzie wystawiany elektronicznie, nikt nie zweryfikuje, czy faktycznie transakcja została zarejestrowana – uważa Maciej Rudaś. I dodaje, że z punktu widzenia fiskusa lepiej byłoby pozostawić papierową kopię paragonu dla klienta, wprowadzając jednocześnie centralny elektroniczny rejestr transakcji, do którego informacje o nich przesyłałyby sklepy.