Dziennik Gazeta Prawana logo

Polacy zastawiają swoje rzeczy w lombardach. Branża kwitnie

17 września 2012, 09:14
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Polacy zastawiają swoje rzeczy w lombardach. Branża kwitnie
Lombardy w Polsce kwitną/Shutterstock
Liczba punktów udzielających pożyczek pod zastaw w ciągu dwóch lat zwiększyła się o 50 proc. Zadłużają się w nich nawet przedsiębiorcy - zostawiają kilkaset par spodni, żeby mieć na spłatę podatków.

Wydawałoby się, że w czasach, gdy na rogu każdej ulicy można pożyczyć gotówkę, a przez internet sprzedać każdą zbędną rzecz, lombardy są zapomnianym reliktem przeszłości. Tymczasem okazuje się, że zarówno liczba ich samych, jak i klientów, których obsługują, rośnie nieprzerwanie od 2009 r. Wtedy banki zaostrzyły politykę kredytową, a pożyczki pod zastaw znowu wróciły do łask.

Z raportu przygotowanego przez dr. Piotra Białowolskiego z SGH, który analizuje rynek pożyczek pozabankowych, wynika, że aż jedna piąta gospodarstw domowych nie ma szans na zaciągnięcie kredytu w banku. Dlaczego? Bo za mało zarabiają lub zostali wpisani do BIK. I to właśnie oni stanowią główną klientelę parabanków i lombardów.

Jeszcze pod koniec 2010 r. tych ostatnich było w Polsce 10 tys. Dziś jest ich już ok. 15 tys. Eksperci zaznaczają jednak, że są to tylko szacunki, bo rejestracji lombardów nikt nie prowadzi. – zwraca uwagę Białowolski. Wartość tego rynku szacowana jest już na 500 mln zł rocznie.

Najwięcej lombardów powstaje w miastach mających od 20 do 100 tys. mieszkańców i w mniej zamożnych dzielnicach dużych miast. Np. w Warszawie zagłębiem takich punktów jest Praga-Północ, ale wiele nowych wyrasta nawet w centrum – w Al. Jerozolimskich, przy ul. Marszałkowskiej, Jana Pawła czy Puławskiej. Powstają nawet całe sieci, takie jak np. Lombard, do której należy już ponad 100 punktów w całej Polsce.

Coraz więcej jest też tzw. mobilnych lombardów, które nie mają stałej siedziby, tylko strony internetowe. Wystarczy zadzwonić, by pracownik lombardu przyjechał do klienta o każdej porze dnia i nocy, na miejscu wycenił towar i wypłacił gotówkę. Najczęściej kwoty są niewielkie. Średnia wartość lombardowej pożyczki to 200 – 500 zł i stanowi z reguły 30 – 40 proc. wartości rynkowej zastawu. Na przykład za zegarek Calvina Kleina kupiony rok temu za 1000 zł pracownik lombardu w Koszalinie oferuje 300 zł. Wyliczył też, że za każdy dzień pożyczki trzeba dodatkowo dopłacić 7 zł odsetek. Jeśli pieniądze zwrócimy po tygodniu, będziemy musieli lombardowi dopłacić 49 zł.

Niemal 80 proc. klientów zwraca pożyczkę z odsetkami w ciągu kilku dni, ale są też tacy, którzy nigdy nie zgłaszają się po zastaw. Wówczas taki przedmiot przechodzi na własność lombardu, a potem trafia na aukcję na Allegro. Często okazuje się, że zysk ze sprzedaży przedmiotów nieodebranych jest większy niż z samych pożyczek.

Z reguły klientami lombardów są ludzie biedni, którym potrzebne są pieniądze na bieżące potrzeby, ale zdarzają się także zamożni, pożyczający pieniądze, aby spłacić terminowe zobowiązania.

– opowiada właściciel komisu specjalizującego się w pożyczkach pod zastaw aut, łodzi czy motocykli.

Kryzys sprawia, że lombardowy biznes kwitnie również w innych krajach. W Stanach Zjednoczonych otwarto niedawno lombard Silver Dollar mieszczący się na powierzchni 2 tys. mkw. Trumfy święci też brytyjski internetowy lombard Borro, w którym w ubiegłym roku zastawiono kolekcję dzieł sztuki, pożyczając jej właścicielowi milion funtów.

PRAWO

Jak obejść ustawę antylichwiarską

Właściciel lombardu zobowiązany jest do prowadzenia ewidencji udzielonych pożyczek i wpłacanych odsetek. Musi też rejestrować kwoty wpłacone przez pożyczkobiorcę przy przedłużaniu terminu odbioru. Jeżeli klient nie odbierze zastawu, to do ewidencji pożyczek właściciel lombardu musi wpisać kwotę uzyskaną ze sprzedaży zastawionej rzeczy oraz prowizję, czyli różnicę między kwotą sprzedaży a kwotą udzielonej pożyczki. Ustawa antylichwiarska zabrania pożyczania pieniędzy na więcej niż 22 proc. rocznie. Jednak lombardy znalazły na to sposób. Zawierają z klientami umowę sprzedaży. Jest tam jednak zapis mówiący o tym, że klient może odstąpić od umowy w terminie 20 dni, ale musi zapłacić odstępne. Po odstąpieniu od umowy strony zwracają sobie to, co nawzajem świadczyły: klient dostaje z powrotem np. złoto, a sam oddaje 300 zł, plus płaci np. 30 zł odstępnego od umowy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj