Dziennik Gazeta Prawana logo

Kazimierz Górski przeszkodą dla stadionu? Sponsor pilnie poszukiwany

2 lipca 2012, 13:14
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Widok na Stadion Narodowy od strony Starego Miasta w Warszawie
Sponsorzy pilnie poszukiwani przez stadiony po Euro 2012/Shutterstock
Operatorzy wszystkich nowych aren chcą jak najszybciej sprzedać prawa do nazw. Mogą liczyć na 6-10 milionów złotych rocznie od sponsorów.

Nikt nie ma wątpliwości, że nowo wybudowane stadiony Euro 2012 w Warszawie, Gdańsku, we Wrocławiu i przebudowany w Poznaniu zdały egzamin. Ale wbrew pozorom właśnie teraz zaczyna się dla nich najtrudniejszy okres. Przez kolejne lata trzeba będzie tak nimi zarządzać, by były w stanie na siebie zarabiać. Miesięczny koszt ich utrzymania to ok. 4,5 mln zł.

Dlatego operatorzy jeszcze przed Euro zaczęli szukać potencjalnych sponsorów tytularnych, którzy będą zainteresowani prawami do nazwy i będą skłonni wyłożyć miliony złotych.

Jak ustaliliśmy, operatorzy stadionów we Wrocławiu, w Warszawie i Poznaniu prowadzą zaawansowane negocjacje z firmami, a ich efekty poznamy być może w ciągu kilku tygodni. – mówi Joanna Dziob, rzecznik Lecha Poznań.

Nadanie Stadionowi Narodowemu imienia Kazimierza Górskiego postawiło negocjacje Narodowego Centrum Sportu z potencjalnymi sponsorami w zupełnie nowym świetle. – przyznaje Daria Kulińska z NCS.

Dotychczas na sprzedaż prawa do nazwy zdecydował się tylko Gdańsk. Wiadomo, że Polska Grupa Energetyczna wyłożyła 35 mln zł na okres 5 lat.

A ile mogą zarobić pozostałe areny? – mówi Łukasz Lachowicz z Deloitte. Zaznacza jednak, że negocjowane kontrakty nie są jawne, nie wiadomo więc, przez ile lat sponsor będzie płacił.

Przekazywanie praw do nazwy jest stosunkowo młodym zjawiskiem. Pierwszy podobny przypadek w Polsce miał miejsce w 2006 r., gdy firma Nestle kupiła na 3 lata prawo do imienia hali sportowej w Kaliszu, nazywając ją Winiary Arena. Od tamtej pory przybyły kolejne obiekty, które wywalczyli sobie sponsorzy: np. Atlas Arena (hala sportowa w Łodzi) czy BGŻ Arena (tor kolarski w Pruszkowie), Pepsi Arena (stadion warszawskiego klubu sportowego Legia) czy wspomniana wcześniej PGE Arena w Gdańsku.

To jednak nic w porównaniu z kontraktami negocjowanymi na Zachodzie. W 2011 r. amerykańska spółka Farmers Insurance Group nabyła prawa do nazwy stadionu w Los Angeles, zobowiązując się płacić ponad 20 mln dol. rocznie przez 30 lat. Tak zabezpieczony operator areny może być spokojny o zyski.

3726349-stadion-we-wroclawiu.jpg
Stadion we Wrocławiu

Rozmowa z Marcelem Bruelhartem, szefem projektu Euro 2008 w Bernie

Co zrobić, by stadiony zarabiały na siebie po Euro?
Sprzedaż prawa do nazwy jest w wielu przypadkach niezbędna, co widać na przykładach europejskich. Druga sprawa to konkurowanie z innymi obiektami na rynku eventowym. Trzeba też wziąć pod uwagę, że rynek ten bardzo się zmienił w ciągu ostatnich dwóch lat. Nie można już mieć pewności, że koncert Radiohead przyciągnie 40 – 50 tys. osób, bo zazwyczaj wejściówki nie są tanie.

Moim zdaniem zarządzanie stadionami nie powinno leżeć w rękach rządu czy lokalnych władz. Stadion powinien być oddany w prywatne ręce, konieczna jest też współpraca z międzynarodowymi agencjami eventowymi. Kluby piłkarskie nie gwarantują wystarczających wpływów, szczególnie jeśli nie grają w europejskich rozgrywkach i turniejach.

Polskie stadiony będą potrzebowały 120 – 150 w większości dużych imprez rocznie, by można było mówić o dochodach. Operator zarabia właściwie tylko wtedy, gdy wypełni stadion. Nawet jeśli zorganizuje 25 koncertów Madonny, a na każdy sprzeda co najwyżej 85 proc. biletów, to i tak traci pieniądze.

Który stadion ma przed sobą najlepsze perspektywy, a o który powinniśmy zacząć się martwić?
Warszawski stadion jest znakomicie skonstruowany i można tam zrobić właściwie każdą imprezę. Jeśli będzie do tego profesjonalny operator, który zagwarantuje minimalne wpływy, nie powinno być problemu z jego utrzymaniem. Nieco gorzej wygląda obecnie sytuacja stadionu w Gdańsku. Lokalizacja nie jest korzystna – trudno jest tam się dostać np. taksówką, wydaje się zbyt daleko usytuowany od centrum miasta.

Co nam lepiej wyszło w organizacji mistrzostw w porównaniu z Euro 2008 w Austrii i Szwajcarii?
W Polsce na pewno lepsza okazała się koordynacja przygotowań na różnych szczeblach, począwszy od spółek celowych, po władze centralne. U nas zabrakło tej współpracy między regionami i kantonami. Miasta odmówiły współpracy z organami centralnymi, traktując to jako własny biznes. Z tych powodów nie udało się nam cztery lata temu wdrożyć takich usług jak Polish Pass – umożliwiającego zaplanowanie podróży po Polsce i internetowego zakupu biletów oraz noclegu – i Polish Guide – internetowej informacji o imprezach, wystawach, atrakcjach na szlaku podróży.

A co nam się nie do końca udało?
Sporo do życzenia pozostawiał stan murawy na boiskach. Podobnie dystrybucja biletów. Ale to kwestia związana z UEFA. To, co mogło wyglądać lepiej, to transport. Nie było zbyt wygodnie podróżować między Polską a Ukrainą. Podróż pociągiem była długa i męcząca, a lotów było zbyt mało. Ten brak koordynacji wpłynął na to, że bardziej mieliśmy do czynienia z dwoma turniejami w dwóch państwach niż z jednym wspólnym.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj