Dziennik Gazeta Prawana logo

Mieszkasz w centrum? Będziesz cierpieć i wydawać coraz więcej

15 grudnia 2011, 07:34
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Mieszkasz w centrum? Będziesz cierpieć i wydawać coraz więcej
Shutterstock
W centrach miast wszystko jest droższe – mieszkania, wynajem powierzchni biurowej czy restauracje. Niebawem podobnie będzie ze zwykłymi, codziennymi zakupami. A to dlatego, że w nowo budowanych galeriach handlowych, lokalizowanych w najlepszych punktach aglomeracji, milej widziane są supermarkety i delikatesy niż tanie hipermarkety, o dyskontach nie wspominając.

Lepsze i droższe

W przyszłym roku w dużych polskich miastach do użytku oddanych ma zostać 20 nowych obiektów handlowych. W większości z nich powstanie supermarket albo delikatesy. Tak samo będzie w centrach handlowych, których termin otwarcia przypada na lata 2013 – 2014. Np. w łódzkiej galerii Sukcesja będzie Alma lub Piotr i Paweł, w centrum Szperk w Gdyni – Piotr i Paweł.

Centra i galerie zapraszają sklepy uchodzące za lepsze i droższe z kilku powodów. Po pierwsze grunty pod inwestycje w centrach miast są przynajmniej o połowę droższe od tych na obrzeżach. Po drugie mają mniejszą powierzchnię. – Nieekonomiczne jest więc wydzielanie lokali o dużych powierzchniach – zauważa Magdalena Frątczak, analityk rynku nieruchomości komercyjnych z firmy doradczej CBRE. Poza tym hipermarkety oczekują niższych stawek za wynajem. Duże znaczenie odgrywają też względy logistyczne. Dowóz towaru do hipermarketu położonego w centrum miasta jest bardzo problematyczny.

Przewagę popytu na supermarkety nad hipermarketami na własnej skórze odczuło Tesco. Od początku roku uruchomiło tylko 8 wielkich sklepów i aż 29 supermarketów. – Do tego można doliczyć trzy sklepy, które otwieramy jutro – mówi Michał Sikora z Tesco Polska. Podobną tendencję widać w innych sieciach. Carrefour deklaruje otwieranie 200 mniejszych sklepów rocznie. Niestety, dla klientów oznacza to wyższe ceny towarów.

Delikatesy też tną

Droższe sklepy coraz bardziej konkurują z tymi tańszymi. Robią to jednak przede wszystkim w podstawowym asortymencie. Jeśli w koszyku znajdą się bardziej wyszukane towary, to rachunek przy kasie będzie już co najmniej 10 proc. wyższy niż w hipermarkecie.

W przypadku Bomi, Almy czy Piotra i Pawła może być jeszcze drożej, bo mają one sporo towarów importowanych, a te w związku ze słabym złotym mają tendencje do drożenia. To też przekłada się na ostateczną cenę zakupów. Choć z drugiej strony sieci zareagowały na drogie euro. – Aby obciąć koszty, postanowiliśmy się zająć importem produktów osobiście, rezygnując z zewnętrznych dostawców – mówi Błażej Patryn z sieci Piotr i Paweł, w której importowane towary stanowią 20 proc. całego asortymentu.

Ale wyższe ceny to niejedyna strata dla konsumentów. Inną jest mniejszy wybór towarów w supermarketach i delikatesach. Najczęściej ich asortyment obejmuje 3 – 5 tys. produktów, w dodatku z górnej półki. Znalezienie tańszego zamiennika może więc być trudne. W hipermarketach tymczasem można przebierać wśród 40 tys. towarów. Od markowych i drogich po tanie i byle jakie. Kto zatem chce mieć duży wybór blisko domu, niech się przeprowadzi na przedmieścia.

Kto zechce robić tanie zakupy, będzie jeździł na przedmieścia

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj