Dziennik Gazeta Prawana logo

Prosty sposób na dużo większy zysk. Wystarczy jedna metka...

2 sierpnia 2011, 06:51
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Prosty sposób na dużo większy zysk. Wystarczy jedna metka...
Shutterstock
Wystarczy, że towar ma w nazwie wpisany region, z którego pochodzi, oraz certyfikat, jaki można kupić za mniej więcej tysiąc złotych, a jego sprzedaż i zyski właściciela marki rosną o kilkadziesiąt procent w skali roku.

W zeszłym tygodniu kolejny polski produkt regionalny został zarejestrowany przez Komisję Europejską i otrzymał unijną ochronę – tym razem był to kołacz śląski. Dołączył on do 28 innych polskich specjalności, które są włączone do unijnego systemu chronionych nazw pochodzenia, oznaczeń geograficznych i gwarantowanych tradycyjnych specjalności. Nadal jednak pod tym względem kiepsko wypadamy na tle Włoch, gdzie jest 231 regionalnych produktów, Francji – 185, a nawet Niemiec, które mają ich już 79.

Od końca 2009 r. liczba produktów pod ochroną zwiększyła się w Polsce blisko dwukrotnie. Dla rodzimych wytwórców oznacza to większe zyski. A to dlatego, że produkty regionalne i tradycyjne uzyskują wyższe ceny na rynku. Przykładem może być oscypek, za którego dziś trzeba zapłacić o 30 – 40 proc. więcej, czyli około 10 zł, niż przed tym, gdy jego nazwa została zastrzeżona w całej Wspólnocie. Dlatego dziś już 25 proc. wytwórców specjalizujących się w oscypkach posiada unijne świadectwa jakości, uprawniające do wytwarzania tych serów. Tymczasem w 2008 roku, kiedy to specyficzny owczy ser trafił na listę wyrobów chronionych, certyfikatem legitymował się tylko jeden podhalański baca.

Jeszcze więcej firm stara się o certyfikat na produkcję rogala świętomarcińskiego objętego unijną ochroną od 2008 roku. Nie należy się jednak dziwić, bo w dniu św. Marcina jest to najbardziej poszukiwany wyrób. Cukiernie z Poznania i okolic miasta sprzedają około 500 ton tego produktu. Dlatego świadectwo uprawniające do posługiwania się tą nazwą ma już około 100 zakładów cukierniczych. – Odkąd mamy certyfikat na produkcję rogali, nasza sprzedaż rośnie o 10 – 15 proc. w skali roku. Rocznie wytwarzamy ich 3 – 4 tony – tłumaczy Michał Łobza, właściciel Piekarni-Cukierni z Zaniemyśla w Wielkopolsce. Dodaje, że do posiadania świadectwa zmuszają też konsumenci oraz sklepy, które zanim złożą zamówienie na towar, pytają o certyfikat.

Jeszcze większe powody do zadowolenia ma Stanisław Mądry, współwłaściciel zakładu masarskiego z Liszek w Małopolsce, specjalizującego się w produkcji kiełbasy lisieckiej, na którą ma certyfikat od końca ubiegłego roku. – Od tego czasu sprzedaż tego produktu wzrosła w naszym zakładzie dwukrotnie. Dziś sprzedajemy 300 kilogramów kiełbasy tygodniowo – mówi Mądry. Jak dodaje, wynik byłby jeszcze lepszy, gdyby nie czarny rynek. Swoje wyroby jako kiełbasę lisiecką sprzedają bowiem też wytwórcy z innych regionów Polski niż Liszki i Czernichów, którzy jako jedyni mają prawo do jej wyrobu.

Aby sprzedawać pod nazwą objętą unijną ochroną, trzeba mieć certyfikat. Przyznaje go Inspekcja Handlowa Artykułów Rolno-Spożywczych oraz pięć prywatnych jednostek certyfikujących.

Koszt uzyskania dokumentu to około 350 zł w państwowej jednostce i około 600 – 1200 zł w prywatnej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj