62 proc. Polaków jako główną cechę swojego banku wybiera stabilność (unijna średnia to 24 proc.). Natomiast aż 73 proc. pozytywnie ocenia bank, w którym ma główne konto. – To najwyższy wskaźnik wśród badanych państw europejskich – mówi Iwona Kozera, partner w firmie Ernst & Young, która zbadała nastawienie klientów do banków w 26 krajach na świecie.

Jednak choć mamy do banków tak ciepły stosunek, to częściej niż inni mieszkańcy Europy jesteśmy skłonni zmienić go na nowy (9 proc. respondentów wobec średnio 7 proc. w Europie).

Mieszkańcy innych krajów oceniają swoje banki gorzej. W Europie średnia pozytywnych ocen to 59 proc., czyli o 14 pkt proc. mniej niż w Polsce. Lepiej od Polaków swoje banki oceniają tylko Amerykanie, co jest o tyle zaskakujące, że to ich sektor bankowy wygenerował światowy kryzys.

Najgorzej na świecie swój sektor bankowy postrzegają Niemcy – ma to związek z wyciekami danych klientów. Jeszcze gorsze noty dostałyby pewnie banki w Islandii i Irlandii, gdzie doszło do fali bankructw, ale z badania zostały wykluczone, by nie zaciemniać wyników.

Tak dobre oceny polskich banków to po części, zdaniem analityków, na pewno efekt stabilności naszego systemu bankowego i braku bankructw w sektorze finansowym. – Poziom zaufania klientów do banków pokazuje, na ile oceniają oni bezpieczeństwo swoich depozytów, i to, że polskie banki, także dzięki solidnym regulacjom, wyszły z kryzysu obronną ręką – mówi „DGP” Marta Chmielewska-Racławska z Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego.

Jednak z drugiej strony taki niski krytycyzm wobec instytucji bankowych bierze się także ze słabej edukacji ekonomicznej Polaków i ich niewielkich wymagań.

Podobnie jak inni Europejczycy najczęściej mamy konto tylko w jednym banku (46 proc. wskazań). Jednak – jak mówi w rozmowie z „DGP” Iwona Kozera z Ernst & Young – oczekiwania Polaków wobec instytucji finansowych są też zdecydowanie niższe niż w krajach zamożniejszych. A wybierając bank, kierujemy się głównie cenami, a nie jakością usług.

Na szczęście oferta bankowa systematycznie się poprawia, gdyż w obliczu kryzysu banki mocno skoncentrowały się na utrzymaniu dotychczasowych klientów i pozyskiwaniu nowych. – Tak jak to się działo w innych państwach, można się spodziewać rozwoju usług doradczych i dostosowywania produktów do klienta – uważa Piotr Frankowski z E&Y. Teraz na takie indywidualne podejście mogą liczyć niemal wyłącznie klienci z grubym portfelem, korzystający m.in. z usług private banking (zwykle trzeba mieć do tego przynajmniej 1 mln zł wolnych środków).

Nadal będzie się też rozwijać bankowość internetowa, którą mamy w Polsce jedną z najnowocześniejszych na świecie – bo nadganiając lata opóźnień w stosunku do państw zachodnich, od razu wprowadzaliśmy nowoczesne systemy. Z jej usług zadowolonych jest 89 proc. Polaków.