"Stajemy przed wyborem, czy podwyższyć o następne 24 mld zł rezerwę na OFE, czy szukać oszczędności w wydatkach na szkolenia, fundusz pracy, refundację leków, zasiłkach, pomocy społecznej" - powiedziała Fedak.

Reklama

Zaznaczała, że duże, bogate kraje, jak np. Francja, "nie zrobiły takiej reformy emerytalnej jak Polska". "I trzeba powiedzieć prawdę, że nie jest to genialna reforma, jest ona obarczona grzechem kłamstwa" - dodała. "Ludziom wmówiono palmy, złudne nadzieje, obniżając im emerytury w majestacie prawa" - powiedziała szefowa resortu pracy.

Reforma emerytalna z 1999 r. polegała na podziale systemu emerytalnego na tzw. dwa filary. Pierwszy to ZUS, do którego trafia 12,2 proc. pensji pracowników, drugi - OFE, do którego przekazywane jest 7, 3 proc. pensji. W obu filarach ubezpieczony ma swoje indywidualne konto. Pieniądze w ZUS są waloryzowane w zależności od sytuacji w gospodarce i na rynku pracy, zaś OFE inwestują pieniądze ubezpieczonych częściowo w akcje, uzależniając stan aktywów od sytuacji na giełdzie.

W reklamach reformy emerytalnej sprzed dziesięciu lat pojawiały się m.in. palmy, pod którymi zamożni polscy emeryci mieli spędzać swoją "złotą jesień". Miało być ich stać na wyjazdy np. na Bermudy.

Od kilku miesięcy trwają prace nad zmianą reformy emerytalnej. Zajmują się tym m.in. zespół ministra Michała Boniego, Rada Gospodarcza przy premierze, Komisja Trójstronna. Propozycje przewidują m.in. wprowadzenie tzw. subfunduszy, obligacji emerytalnych, obniżenie składki przekazywanej do OFE, zmniejszenie opłaty pobieranej przez OFE od składek ubezpieczonych. Premier Donald Tusk powiedział na wtorkowej konferencji prasowej, że założenia zmian w OFE będą gotowe do końca grudnia.

Zdaniem Fedak zmiany proponowane dotychczas przez zespół Boniego czy Radę Gospodarczą, które nie uwzględniają prawa do wychodzenia ubezpieczonych z OFE, możliwości nieprzystępowania do nich przez osoby rozpoczynające pracę zawodową, czy zawieszenia na kilka lat przekazywania składek do OFE - nie przyniosą pozytywnych skutków ani ubezpieczonym, ani budżetowi państwa.

"To jest kwestia prostych wyborów. Jeżeli nasz dług publiczny przekroczy próg 55 proc. PKB, to będzie u nas jak w Grecji" - powiedziała Fedak.

Przypomniała, że "w OFE gromadzone są pieniądze publiczne, a nie prywatne, odkładane na prywatne emerytury, jak mówią niektórzy eksperci". "To jest nieuczciwa dyskusja" - dodała minister pracy.

Reklama