O tej bulwersującej praktyce DZIENNIK pisał dwa dni temu. Dwa duże banki zamieściły na swoich stronach ogłoszenia o wierzytelnościach na sprzedaż. A w nich dane: jak się nazywa i ile jest winien dłużnik, a nawet jaki ma adres. Jednym z nich był Piotr G. Przestał korzystać z konta, ale go nie zamknął i urósł mu rachunek za opłaty w sumie do ok. 400 zł. Znalazł się na imiennej liście obok ludzi, którzy nie spłacają wielomilionowych kredytów. O tym, że tam figuruje z imienia i nazwiska, dowiedział się od nas. Po artykule DZIENNIKA sprawa stała się głośna. Podchwyciły ją inne media. Wczoraj banki wycofały ogłoszenia z internetu.

Reklama

Jerzy Tofil z zarządu BH BPH nie ukrywa, że na decyzję wpłynęła właśnie nasza publikacja. "Dostaliśmy z mediów silny sygnał, że praktyka jest wątpliwa etycznie i że jej odbiór nie jest pozytywny" - tłumaczy.

Sabina Salamon, rzeczniczka Deutsche Bank PBC, zdjęcie listy dłużników tłumaczy sucho: "Zakończył się proces informacyjny związany ze sprzedażą pakietu wierzytelności".

Sprawa nie jest jednak zamknięta, bo listy dłużników z ich danymi osobowymi wciąż będą się pojawiać, tyle że w prasie. "Nie będziemy już ogłaszać danych o dłużnikach w internecie, tylko tak jak do tej pory w <Rzeczpospolitej>" - mówi Jerzy Tofil z BH BPH. "Bo takie publikacje to zwyczajna praktyka. W gazetach co drugi dzień można znaleźć listy sprzedaży wierzytelności przez banki".

Dlaczego banki tak robią? BH BPH sprzedaje nieruchomości, które klienci przekazali jako zastaw kredytów. " Za nimi stoją duże pieniądze" - tłumaczy Jerzy Tofil. "Jeżeli sprzedaż jest jawna, nikt nie wątpi w klarowność transakcji".

"Banki działają w oparciu o prawo" - mówi Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Ochrony Danych Osobowych. "Pozwala im na to ustawa o restrukturyzacji finansowej przedsiębiorstw i banków".

Czy trzeba jednak publikować nazwiska dłużników w ogłoszeniu prasowym? "Tak, bo wtedy oferta jest atrakcyjna dla potencjalnego klienta" - odpowiada zdecydowanie Jerzy Bańka, dyrektor ds. Legislacyjno-Prawnych Związku Banków Polskich. I dodaje: "Jest to zgodne z prawem, które w takich sytuacjach pozwala na odstąpienie od tajemnicy bankowej. A bank zawsze powiadamia dłużnika, że będzie sprzedawał jego wierzytelność".

Do Piotra G. taka informacja nie dotarła. "To kłamczuch" - mówi Bańka. "Każdy dłużnik kłamie, każdy trafia na taką listę na własne życzenie". - dodaje