Niemiecka sieć Perfumy Thiemann, obecna na rynku od 1990 roku, złożyła wniosek o upadłość. Firma założona przez Evelyn i Bodo Thiemannów, która po zjednoczeniu Niemiec stała się największą niezależną, zarządzaną przez właścicieli siecią perfumerii wschodnich landów, walczy obecnie o przetrwanie.
Przyczyny kryzysu: Pandemia, czynsze i konkurencja w sieci
Jak informuje dziennik "Bild”, problemy finansowe przedsiębiorstwa ciągnęły się od lat, jednak to pandemia COVID-19 zadała sieci ostateczny cios. W tym okresie drastyczny spadek przychodów zbiegł się w czasie z rosnącymi kosztami stałymi - głównie pensjami pracowników oraz opłatami za wynajem lokali. Ratunkiem miały być kredyty, których spłata do dziś stanowi ogromne obciążenie dla budżetu firmy.
Na obecną sytuację marki wpłynęły również długofalowe zmiany rynkowe. Frekwencja w centrach handlowych, gdzie zlokalizowana jest większość salonów Thiemann, nigdy nie wróciła do stanu sprzed 2020 roku. Pomimo mniejszej liczby klientów, opłaty za najem i media stale rosły. Konsumenci coraz chętniej wybierają zakupy w sieci.
Co upadłość oznacza dla klientów i pracowników?
Postępowanie upadłościowe bezpośrednio dotyczy 13 salonów stacjonarnych oraz około 70 zatrudnionych osób. Władze spółki zapewniają jednak, że na ten moment biznes działa bez zakłóceń.
Zarówno sklepy stacjonarne, jak i platforma internetowa funkcjonują normalnie. Klienci mogą nadal korzystać z aplikacji mobilnej, zbierać punkty w programie lojalnościowym oraz realizować bony upominkowe.
Plan ratunkowy i sytuacja w branży
Głównym celem wdrożonej restrukturyzacji jest przywrócenie firmie rentowności. Zarząd planuje szczegółowo przeanalizować zyski i straty poszczególnych punktów oraz podjąć twarde negocjacje w sprawie obniżenia czynszów. Właściciele deklarują chęć uratowania marki i apelują do konsumentów o dalsze wsparcie.
Analitycy rynkowi zwracają uwagę, że przypadek perfumerii Thiemann to element szerszego kryzysu w handlu detalicznym. Branża przeżywa obecnie najgłębsze załamanie od lat.