To nie zasługuje ani na jedno, ani drugie określenie.
Dlatego, że plan naprawy finansów publicznych powinien mieć nie tylko dobrze sformułowany cel , ale przede wszystkim wyliczone metody jego realizacji.
Tak, premier mówił, że powinien zostać zrealizowany pod koniec 2012 roku. Teraz deficyt wynosi około 6-7 procent. Czyli powinniśmy mieć pakiet posunięć, które pozwolą na jego zmniejszenie
o jakieś cztery punkty procentowe, a nawet pięć. Tak, by osiągnąć bezpieczny poziom deficytu.
Reguła nie dotyczy tzw. wydatków sztywnych. A one stanowią trzy czwarte budżetu. Ponadto połowa wydatków elastycznych to wydatki inwestycyjne, a tych rząd raczej nie będzie ciął. Inne
wydatki elastyczne były cięte przez ostatnie dwa lata. Więc pole manewru jest bardzo niewielkie, a skutki fiskalne także niewielkie. A udrożnienie przepływu pieniędzy to potrzebne posunięcie,
ale to nie jest reforma strukturalna.
Problem w tym, że rząd proponuje bardzo niewiele w perspektywie najbliższych kilku lat. Plan powinien zwierać listę szczegółowych działań z pokazaniem skutków finansowych oraz wyliczeniem,
jak mają pomóc w osiągnięciu celu. Ten cel to obniżenie deficytu sektora finansów publicznych o około 4-5 punkty procentowe PKB. To faktycznie oznacza 50-60 mld złotych. W tym dokumencie brak
szacunków, jak to zrobić. Widac, że rząd planuje zmianę definicji długu publicznego, by nie przekroczyć ustawowego progu 55 proc.
Czytaj dalej >>>
Co mówi minister finansów, to dla mnie mało ważne, bo jak się okazuje decyzje podejmuje premier. Mieliśmy przykład z OFE, czy datą wejścia Polski do strefy euro. Więc premier i jego doradca
Michał Boni są bardziej miarodajni w tych sprawach. To, co mnie pozytywnie zaskoczyło, to pewna otwartość ministra Boniego, który mówi: nie mamy jeszcze takiego planu z konkretami, ale
pracujemy nad nim i będziemy mieć w połowie roku. No to oceńmy zapowiedzi działań za pół roku, jak się plan pojawi.
Generalnie to, co w sprawie dokończenia reform proponuje minister Boni ma moje zrozumienie i poparcie. Cele są sensowne, ale nie podobają mi się konkretne propozycje. Dlaczego zmiany w
mundurowych od 2012 roku, a nie od przyszłego? Ma być zrównanie wieku emerytalnego, ale poprzedzone wieloletnią (5-8 lat) debatą. Podobnie z wydłużeniem wieku emerytalnego. Słyszymy, że to
może być dokonane w tak dalekiej przyszłości, że ma się nijak do tego, co jest potrzebne teraz i w ciągu najbliższych kilku lat.
Ekonomiczny na pewno nie. Polityczny? Może tak. Premiera mogło niepokoić, że od kilku miesięcy w mediach mówi się o szybkim narastaniu długu i potencjalnie niedobrych skutkach społecznych.
Mógł uznać, że trzeba zadziałać natychmiast, bo inaczej ta dyskusja wywoła obawy w społeczeństwie i przełoży się na koszt polityczny, np zmniejszenie zaufania do władzy. Choć nie mam
planu, muszę powiedzieć ludziom, że niebezpieczeństwa nie ma, bo damy sobie radę.
p
- ekonomista, BCC, były wiceministrer finansów