Skąd pomysł, aby badać postawy Polaków wobec potencjalnego konfliktu interesów sędziów w sprawach frankowych?

Reklama
Z dr. Michałem Jabłońskim tematyką umów kredytu indeksowanego i denominowanego do kursu walut obcych zajmujemy się od dłuższego czasu. Jesteśmy autorami dwóch książek prawniczych na ten temat, licznych artykułów naukowych. Dyskusja o kredytach frankowych jest dość specyficzna. Ona nie koncentruje się jedynie na argumentach prawnych i nie jest jedynie dyskusją prawniczą. Ze względu na jej znaczenie dla różnych interesariuszy, angażuje też ekonomistów, socjologów, media czy przedsiębiorców. W trakcie debaty na temat kredytów frankowych, sporu, który się toczy wokół nich, pojawiają się ostre zarzuty, agresywne głosy. Tej dyskusji towarzyszy szczególny sposób nieufności i podejrzliwości.
Gra toczy się o duże pieniądze i dla sektora bankowego, i dla osób, którym obciążenia kredytowe wzrosły.
Spór jest faktycznie ostry. Na wielu konferencjach, spotkaniach naukowych byłem wielokrotnie proszony, a czasem nawet warunkowano mój udział w takim wydarzeniu od deklaracji, czy kiedykolwiek w przeszłości reprezentowałem frankowiczów lub banki w sporach sądowych z tych umów. To było dla mnie zaskakujące, bo przecież nie tworzę prawa, nie mam wpływu na władcze stosowanie prawa i moja książka chyba nie ma takiego oddziaływania – chociaż bardzo chciałbym – na rzeczywistość. Natomiast obserwujemy od kilku lat zaangażowanie osób wykonujących władzę publiczną w kwestie frankowe, pojawiły się zarzuty wobec jednego z wiceministrów czy sędziów. Doszliśmy więc do wniosku z dr. Jabłońskim, że skoro pojawia się tyle apeli o prezentowanie, czy ktoś pracował dla którejś ze stron frankowego sporu, oskarżeń o lobbing, próbę wpływu na opinię publiczną, to dlaczego z taką łatwością akceptujemy pewne tabu, że nie rozmawia się o sędziach. Jakie mają poglądy, czy mają potencjalne konflikty interesów.