Firma w przeszłości była uważana za jeden z diamentów polskiej gospodarki. Zdobywała wiele nagród. Teraz zmaga się jednak z wieloma problemami. Wprawdzie nie ma już tak złych wyników, jak w 2017 r., który zakończył się stratą netto w wysokości 583 mln zł, ale w minionym roku nadal była na minusie. Duża część kontraktów wciąż jest opóźniona, a to grozi naliczeniem kolejnych kar.

Reklama

Jak się właśnie dowiedzieliśmy, taką karę wkrótce naliczy Szybka Kolej Miejska w Warszawie, która niedawno rozwiązała z Pesą umowę na 21 pociągów. Stołeczny przewoźnik tłumaczył, że odstąpił od umowy z powodu opóźnień z dostawami składów. To zaś groziło utratą dotacji unijnej. Pesa ma też opóźnienia w modernizacji wagonów dla PKP Intercity. Niedawno po raz kolejny przesunięto także zakończenie dostaw spalinowych pociągów Link dla regionalnych oddziałów Deutsche Bahn. Miały być sfinalizowane w marcu 2020 r. Obecnie zakłada się, że będą finiszować trzy miesiące później.

Według rzecznika Pesy Macieja Grześkowiaka do poślizgu przyczyniły się kłopoty z uzyskaniem homologacji kolejnej wersji pociągu. Dotychczas dostarczono do Niemiec 46 z 73 składów. Kontrakt, który miał otworzyć Pesie drzwi do rynku naszego zachodniego sąsiada, w rzeczywistości stał się dla producenta kulą u nogi. To m.in. kłopoty z realizacją tego zamówienia doprowadziły do ogromnych kłopotów spółki. Jednym z ich powodów było to, że wcześniej niemieccy urzędnicy długo nie chcieli wydać pozwoleń dopuszczających składy do ruchu.

Jak dotąd oczekiwanych efektów nie przyniosło przejęcie spółki przez państwowy Polski Fundusz Rozwoju. To właśnie jego ofertę wybrali wiosną 2018 r. dotychczasowi właściciele firmy. Ostateczną umowę przejęcia podpisano dopiero pół roku później, jesienią 2018 r. Wtedy to konsorcjum banków, wśród których znalazły się także państwowe PKO BP i Pekao, zgodziło się na udzielenie spółce kredytów na łączną kwotę 1,2 mld zł. Wcześniej wątpliwości w sprawie udzielenia pożyczek zgłaszali szefowie Pekao. Nie wierzyli, że producent będzie w stanie spłacać zobowiązania.

W ostatnich miesiącach banki też miały dość ostrożnie wypłacać firmie kolejne transze kredytów. I właśnie ta zwłoka z przyznawaniem środków firmie miała przyczynić się do tego, że spółka wciąż miała problemy z płynnością i nie potrafiła szybko wyjść z kłopotów. Tak uważa Krzysztof Sędzikowski, który właśnie zrezygnował z funkcji prezesa firmy. Z Pesy odszedł na rok przed zakończeniem trzyletniego kontraktu.

Sędzikowski wcześniej podejmował się restrukturyzacji wielu spółek, np. KGHM czy Kompanii Węglowej. Pomagał też wyjść z długów LOT-owi. Niedawno przyznawał jednak, że kierowanie Pesą było jednym z najtrudniejszych zadań w życiu.

Jak się nieoficjalnie dowiadujemy, Polski Fundusz Rozwoju nie był zadowolony z efektów działań dotychczasowego prezesa. – Uważamy, że ta restrukturyzacja nie postępuje wystarczająco dynamicznie. Sytuacja spółki nie jest dobra. Kontynuujemy walkę, żeby firma przetrwała – mówi nam osoba związana blisko z PFR.

Nasz rozmówca nie wyklucza, że dalsze zmiany mogą być bolesne. Być może konieczna będzie redukcja zatrudnienia. Dotychczas cięcia przeprowadzono w administracji. Nie zwalniano osób, które zajmują się bezpośrednio produkcją.

Nowym prezesem Pesy został Krzysztof Zdziarski, który w zarządzie spółki zasiadał od połowy zeszłego roku. Wcześniej działał m.in. w sektorze paliwowym. Był prezesem czeskiego Unipetrolu – spółki zależnej Orlenu.

Reklama

Rada nadzorcza Pesy zobowiązała go do przedstawienia do końca pierwszego kwartału 2020 r. nowej strategii, która pozwoli m.in. na osiągnięcie w tym roku pozytywnego wyniku finansowego.

Do zarządu producenta pociągów dołączył też Robert Tafiłowski. Ma odpowiadać za jej finanse. Jest on przedstawiany jako menedżer z wieloletnim doświadczeniem w zarządzaniu spółkami, finansami i w controllingu. Pracował m.in. w spółkach i grupach kapitałowych należących do funduszy inwestycyjnych private equity oraz Skarbu Państwa.

Jakub Majewski, prezes fundacji Pro Kolej, ocenia, że jak dotąd nacjonalizacja Pesy nie przyniosła oczekiwanych efektów. – Za sukces można uznać to, że firma z takim bagażem problemów nadal funkcjonuje. Mam wrażenie, że w ciągu dwóch lat sytuacja się nie pogorszyła ani nie polepszyła. Nadal główne działania to ratowanie opóźnionych kontraktów i pozyskiwanie środków niezbędnych do utrzymania płynności. I dlatego główne cele nowego zarządu firmy to sfinalizowanie kontraktu dla Niemiec i ustabilizowanie finansowania. Czyli te same, które stawiano odchodzącym menedżerom – dodaje Majewski.