Resort finansów wymienił obligacje na 6,3 mld zł. To, z czego możemy być najbardziej zadowoleni, to popyt na polskie dziesięciolatki. Inwestorzy chcieli je nabyć za 4,7 mld zł, ministerstwo sprzedało za 3,1 mld zł. – podkreśla Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku. Popyt i rentowność świadczą o tym, że Polska postrzegana jest jako kraj stabilny nawet w sytuacji nadchodzącego silnego spowolnienia gospodarczego.
– powiedział Piotr Marczak, dyrektor departamentu długu publicznego resortu finansów.
Gdy w Polsce popyt przewyższał podaż, problem mieli Niemcy. Chcieli sprzedać na rynku emisję dziesięciolatek za 5 mld euro. Popyt był o 1 mld euro niższy. – uważa Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.
Niemieckiemu przetargowi zaszkodziły informacje z Hiszpanii – że ubiegłoroczny deficyt będzie wyższy. I z Grecji– że jeśli reformy nie wejdą szybko w życie, dojdzie do bankructwa. Nie miało to wpływu na emisję naszych obligacji, ale osłabiło złotego. Ten trend pogłębiły informacje z Węgier o tym, że rząd zamierza położyć rękę na rezerwach dewizowych banku centralnego. W konsekwencji kurs forinta spadł do 319,88 za euro, najniżej w historii. W ślad za forintem poszedł złoty, ale jego osłabienie było niższe – do 4,49 zł za euro.
– mówi Mirosław Budzicki z departamentu skarbu PKO BP. W Polsce nie ma takiego zjawiska. Powtarzająca się rozbieżność między wyceną obligacji a kursem złotego wynika z tego, że jesteśmy postrzegani już jako stabilny rynek, na który opłaca się wejść na dłużej. Ale wciąż nie jesteśmy bezpieczną przystanią, do której ucieka się, gdy gdzie indziej dzieje się źle. Dlatego gdy inwestorzy uciekają z rynków wschodzących, złoty słabnie, ale rentowność długu nie rośnie lub rośnie dopiero po kilku miesiącach dużej niepewności.
W kolejnych miesiącach kluczowa dla rentowności naszego długu będzie konsekwencja rządu we wprowadzaniu zapowiedzianych reform. – wylicza Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest-Banku.