Dziennik Gazeta Prawana logo

NBP i resort Rostowskiego wchodzą sobie w drogę

19 maja 2011, 06:43
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
NBP i resort Rostowskiego wchodzą sobie w drogę
Newspix
Wyprzedaż walut na rynku przez resort finansów lekko wzmacnia złotego do euro. Ale jest sprzeczna z interesami NBP, który walczy z inflacją – twierdzą ekonomiści.

Wczoraj pisaliśmy o tym, jak Ministerstwo Finansów, walcząc o wzmocnienie złotego, naraża go na ataki spekulacyjne oraz rozchwianie kursu. Okazuje się jednak, że to nie wszystko.

Wymiana walut na rynku utrudnia m.in. NBP zarządzanie tzw. nadpłynnością, czyli wysysanie pieniędzy z rynku, co jest jednym z podstawowych działań banku centralnego. Zbyt dużo pieniędzy w obiegu może prowadzić do wzrostu akcji kredytowej, co przekłada się na wyższą inflację. – Resort finansów, sprzedając waluty na rynku za pośrednictwem BGK, też zabiera z rynku złotego, a więc przyczynia się do zmniejszania narastania nadpłynności. Tyle że nie powstrzymuje samego procesu – mówi prof. Dariusz Filar, były członek RPP, członek Rady Gospodarczej przy premierze. Zmniejszanie nadpłynności jest tylko chwilowe, bo ministerstwo zaraz wydaje pozyskane złote na inwestycje współfinansowane z UE, a więc wypuszcza je na rynek. – Gdyby środki te były wymieniane w NBP, to bank trzymałby je na rezerwach walutowych, czyli ściągnął z rynku – wyjaśnia prof. Marian Noga, były członek RPP. W takiej sytuacji MF wymieniałoby waluty w NBP po kursie średnim banku, czyli niższym niż rynkowy.

– W tej sytuacji, kiedy resort finansów wymienia pieniądze na rynku, NBP pozostaje tylko jeden pewny instrument zmniejszania nadpłynności, tj. emisja bonów skarbowych – podkreśla Dariusz Filar. Co tydzień bank centralny ściąga w ten sposób od instytucji finansowych nawet do 80 mld zł.

– Dlatego sprzedaż walut przez MF na rynku powoduje, że działania RPP zmierzające do szybkiego zbicia inflacji są mocno osłabione – uważa jeden z doradców prezesa NBP. Do tego RPP zależy na mocnym kursie złotego w całym roku, bo to zmniejsza inflację zasysaną z zewnątrz, a widoczną we wzroście cen produktów importowanych. A rząd chce mieć relatywnie słabego złotego w ciągu roku, by jak najkorzystniej wymieniać waluty i mieć więcej pieniędzy na inwestycje – dodaje.

Interesy resortu finansów i banku centralnego zmieniają się diametralnie na koniec roku. W ostatnich dniach rząd chce mieć jak najmocniejszy kurs, bo wówczas zapada znaczna część obligacji oraz wyliczana jest wysokość długu do PKB (a ponad 30 proc. długu jest denominowana w walutach). Dlatego eksperci są przekonani, że to wówczas MF rzuci na rynek najwięcej euro. – Na koniec roku NBP sporządza bilans i wtedy po kursie z dnia przeliczane są waluty, którymi zarządza. A różnice kursowe historycznie stanowią jedną z najbardziej znaczących pozycji w zysku banku centralnego. Dlatego w jego interesie jest, aby na koniec roku złoty był jak najsłabszy – przekonuje prof. Marian Noga. – I to jest to, co się powszechnie nazywa konfliktem interesów dwóch stron Świętokrzyskiej – kwituje. Teraz dodatkowo podsycanym decyzją MF o sprzedaży euro.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj