O możliwych skutkach dla polskiej gospodarki, decyzjach Rady Polityki Pieniężnej oraz sytuacji kredytobiorców rozmawiamy z dr. Kamilem Dyrtkowskim – na co dzień wykładowcą akademickim i przedsiębiorcą pozyskującym finansowanie dla osób indywidualnych i firm, znanym szerzej jako "Doktor od kredytów".
Aneta Malinowska, Dziennik.pl: Czy eskalacja konfliktu z Iranem może ponownie podbić inflację w Polsce i przełożyć się na wyższe raty kredytów?
Dr Kamil Dyrtkowski - Doktor od kredytów: Myślę, że tak, jest to możliwe. Mechanizm działa dość prosto – ceny ropy i gazu mogą wpłynąć na wzrost cen w Polsce, a co za tym idzie zwiększy się inflacja. Rynek reaguje w ten sposób, że gdy drożeją podstawowe surowce energetyczne, zaczyna rosnąć także inflacja.
Jak wygląda to w krótkim okresie? Na razie nie widać jeszcze dużych zmian. Sprawdzałem ceny paliw na stacjach benzynowych – w ciągu ostatniego tygodnia benzyna podrożała o około 5 groszy. To niewielki ruch, ale w dłuższym okresie może on odbić się na konsumentach i przedsiębiorcach.
Jeżeli drożeje taki surowiec jak paliwo, działa efekt domina. Kolejne elementy gospodarki zaczynają drożeć. Producenci mają wyższe koszty wytworzenia, a ostatecznie konsumenci płacą więcej za produkty i usługi.
Jeśli ceny ropy i gazu wzrosną przez napięcia na Bliskim Wschodzie, jak szybko odczują to polscy konsumenci i kredytobiorcy?
Jeżeli inflacja zacznie rosnąć, Rada Polityki Pieniężnej najprawdopodobniej będzie próbowała reagować na rynku poprzez zmiany stóp procentowych, aby ograniczyć gwałtowny wzrost cen.
W perspektywie około pół roku stopy procentowe mogą się zwiększyć. Dlatego dla części osób, właśnie teraz, może być ostatni moment, kiedy kredyty – gotówkowe, firmowe czy hipoteczne – są jeszcze relatywnie tanie. Jeśli stopy wzrosną, wzrosną też raty kredytów.
Jeżeli konflikt będzie dalej eskalował, to myślę, że w ciągu pół roku, maksymalnie roku, możemy już odczuć wyższą inflację. Koszty paliw przełożą się wtedy na koszty produktów końcowych.
Ten proces nie dzieje się od razu, ponieważ stacje paliw często mają zakontraktowane dostawy na 3–6 miesięcy do przodu po wcześniejszych cenach. Dopiero nowe zamówienia realizowane po wyższych cenach zaczynają wpływać na rynek.
Wojna na Bliskim Wschodzie uderzy w portfele Polaków? Ekspert: To może podbić inflację i raty kredytów
Czy globalna niepewność związana z wojną może sprawić, że banki w Polsce zaczną ostrożniej udzielać kredytów?
Tak, to możliwe. Eskalacja konfliktu i rosnąca niepewność gospodarcza mogą sprawić, że banki – nie tylko w Polsce, ale na całym świecie - będą bardziej ograniczały ryzyko.
W praktyce może to oznaczać, że banki będą udzielać niższych kwot kredytów albo dokładniej oceniać zdolność kredytową klientów. W niektórych przypadkach mogą też proponować wyższe oprocentowanie.
Osoby pracujące w dużych, stabilnych firmach raczej nie powinny odczuć większych zmian. Takie zatrudnienie daje bankom większe poczucie bezpieczeństwa.
Problem może pojawić się w przypadku osób pracujących w mniejszych firmach, spółkach z niskim kapitałem czy prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Bank może wtedy uznać, że ryzyko jest większe, bo takie firmy mogą trudniej poradzić sobie ze wzrostem kosztów.
W takiej sytuacji część klientów może zobaczyć niższe dostępne kwoty kredytu albo wyższe oprocentowanie.
Dlatego jeśli ktoś rozważa kredyt i planuje inwestycję, warto zastanowić się, czy nie wybrać teraz kredytu ze stałym oprocentowaniem. Nawet jeśli w przyszłości pojawią się tańsze oferty, taki kredyt można przenieść do innego banku. Zaciągając go dziś, mamy przynajmniej pewność obecnego oprocentowania.
Jaki byłby najgorszy scenariusz dla polskiej gospodarki i rynku kredytów, gdyby konflikt na Bliskim Wschodzie się rozszerzył?
To trochę wróżenie z fusów, bo nie wiadomo, jak konflikt się rozwinie. Może przypominać sytuację z Ukrainy i trwać latami, ale może też zakończyć się stosunkowo szybko.
Jeżeli jednak potrwa dłużej, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest wzrost cen paliw, ropy i gazu. Po pewnym czasie sytuacja zapewne by się ustabilizowała, być może po roku czy półtora, ale przez jakiś czas ceny energii mogłyby być wyraźnie wyższe.
To przełożyłoby się na wzrost kosztów produkcji i w konsekwencji na droższe produkty w sklepach.
A gdyby konflikt został szybko zażegnany?
Nie jestem geopolitykiem, więc ciężko jednoznacznie ocenić rozwój sytuacji. Z punktu widzenia rynków finansowych i kredytowych, gdyby konflikt zakończył się stosunkowo szybko, prawdopodobnie wszystko wróciłoby do normy i nie doszłoby do większych wahań.
Widać już jednak reakcję rynku ropy. Od 26 lutego cena baryłki wzrosła z około 69 dolarów do około 83 dolarów. To spory skok.
Jeżeli konflikt zakończy się szybko, ceny mogą wrócić w okolice 70–75 dolarów za baryłkę. W takiej sytuacji wzrost cen ropy byłby tylko chwilowym wahnięciem i prawdopodobnie nie zdążyłby przełożyć się na ceny w gospodarstwach domowych.
Dr Kamil Dyrtkowski – Doktor od kredytów. Doktor ekonomii, który pomaga firmom zdobywać finansowanie na rozwój. Specjalizuje się w diagnozowaniu sytuacji finansowej przedsiębiorstw i znajdowaniu najlepszych rozwiązań kredytowych oraz inwestycyjnych.