Teraz jest tak, że wiele gmin w Polsce nie ma planów zagospodarowania przestrzennego. Ich tworzenie jest długie i skomplikowane. Na to, co władze danego terenu chcą na nim zrobić, muszą bowiem zgodzić się m.in. właściciele działek - pisze "Gazeta Prawna". Nic dziwnego, że tworzenie planu, który dzieli tereny pod konkretne cele - budownictwo mieszkaniowe, część przemysłową, usługową, las, park itd. - trwa średnio rok.

I co z tego wynika? Same niespodzianki. Bo nagle okazuje się, że lasek, z którego za oknem o poranku śpiewały Ci ptaki, zamienił się w betonowy parking. A plac zabaw dla dzieci w supermarket.

Teraz ma się to zmienić. W nowej ustawie o gruntach, którą zajmie się najprawdopodobniej jeszcze dziś Rada Ministrów, zapisano, że każda gmina ma mieć plan zagospodarowania przestrzennego, w którym czarno na białym zostanie zapisane na co przeznaczone są poszczególne grunty. Nie będą musieli już akceptować ich właściciele poszczególnych działek. Co więcej - nie będą mieli w ogóle decydującego głosu. Przez to, tworzenie planu ma skrócić się do najwyżej siedmiu miesięcy. A jeśli prace nad nim będą się przeciągać, wojewoda będzie mógł sam go opracować, jako zastępcze zarządzenie. A kosztem opracowania obciąży gminę.

Ci, którzy działkę dopiero chcą kupić, mogą się cieszyć, bo unikną rozczarowań. Ale ci, którzy już we własną ziemię zainwestowali, mogą mieć problemy. Bo jeśli ich gmina nie ma planu zagospodarowania przestrzennego, nie mają żadnej gwarancji, co wyrośnie wokół ich domu.