Zapomniał jednak o projektowanych zmianach w PIT, CIT i VAT.

Projekt budżetu zakłada bowiem, że wpływy z VAT mają być wyższe o 4 proc., wpływy z akcyzy wzrosną o 3,4 proc., z CIT będzie o 11,3 proc. więcej, a z PIT – o 6,2 proc. Do góry pójdą rówież wpływy z podatku od kopalin.

Wzrost tych podatków nie bierze się znikąd. Oczywiście część wyższych wpływów mogą spowodować wyższe obroty firm, ale większość z nich zapewnią zmiany ustaw podatkowych, które prowadzą do podwyżki podatków. Przypomnijmy więc, co rząd zaplanował na 2013 r.

Rząd zaplanował zmiany w PIT i CIT, które dotykają zarówno obywateli, jak i przedsiębiorców. Wystarczy tu wymienić likwidację ulgi internetowej w PIT, z której skorzystało w tym roku 4 mln osób. Brak ulgi oznacza wyższy podatek. Zgoda, niewiele wyższy, ale jednak. Zmiana dotyczy rozliczenia dochodów za 2013 r., a więc przyszłorocznych, mimo że rozliczane będą do 30 kwietnia 2014 r. Na zmianie budżet zyska 424 mln zł.

Kolejna zmiana dotyczy ograniczenia możliwości korzystania z 50 proc. kosztów uzyskania przychodów przez twórców. Skutki budżetowe to 164 mln zł w przyszłym roku. Zasada jest prosta. Jeśli na zmianie zyskuje budżet państwa, to tracą podatnicy, którzy muszą zapłacić wyższą daninę.

Kolejne zmiany, wynikające z kolejnego projektu nowelizacji ustaw o PIT i CIT, dotyczą firm. Mają przynieść do budżetu w sumie 291 mln zł. A więc przedsiębiorstwa również zapłacą wyższe podatki.

Nawet jeśli premier Donald Tusk miał na myśli brak podwyżki stawek podatkowych, to i tu minął się z prawdą. Z projektu nowelizacji ustawy o VAT wynikają bowiem podwyżki stawek: na lody oraz gotowe posiłki i dania przeznaczone do bezpośredniego spożycia (stawka rośnie z 5 do 8 proc.), na wyroby sztuki ludowej oraz rękodzieła i rzemiosła ludowego i artystycznego, które uzyskały specjalny atest (stawka rośnie z 8 do 23 proc.).

Powyższe zmiany wynikają z projektów ustaw. Aby do nich nie doszło, rząd musiałby z nich zrezygnować, co wydaje się mało prawdopodobne. Jeśli jednak zdecyduje się na ten wspaniały gest wobec podatników, to i tak wszyscy zapłacimy w przyszłym roku wyższe podatki. W ustawie o PIT od lat zamrożona jest skala podatkowa, a przecież – o czym politycy zapominają – powinna być co roku waloryzowana o wskaźnik inflacji.