Premier przekonywał dziennikarzy, że rząd wie, co robić, by pomóc złotemu i gospodarce. - Podejmujemy działania w miarę naszych możliwości. Szybsze kierowanie euro z pomocy europejskiej na rynek jest jedną z nich. Jestem przekonany, że dziś warto uruchamiać te środki w większej skali, bardziej dynamicznej. Również dlatego że kurs czyni operacje bardzo opłacalnym i to chciałbym jeszcze raz podkreślić - powiedział Tusk, odnosząc się w ten sposób do swojej wtorkowej zapowiedzi, że kiedy euro osiągnie poziom 5 zł, środki unijne w wysokości 3 mld euro zostaną upłynnione.

Nie chciał udzielić szerszego komentarza w tej sprawie. Dziennikarze dopytywali go, jak odebrał krytykę swojej zapowiedzi ze strony ekonomistów (uważają, że deklaracja premiera wywoła jeszcze większą spekulację złotym) i czy nie żałuje swoich słów.

- Wszystko, co miałem do powiedzenia, już powiedziałem. Wiem, że kryzys wywołuje emocje, ale też nadinterpretacje, dlatego odsyłam do wczorajszego komunikatu - podkreślił premier. I dodał: - Wszystkich komentujących prosiłbym raczej o powściągliwość w komentarzach, nie tylko amatorów, ale i tych, co uważają, że znają się na rzeczy, bo poza granicami Polski jest kilka instytucji robiących interes na takim czy innym komunikacie.

Jednocześnie premier zapowiedział, że rząd nie da się sprowokować spekulantom. - Nie możemy sobie pozwolić na bezradność, rząd działa w sposób wyważony, odpowiedzialny i powściągliwy. Nikt nie sprowokuje rządu, aby działał w sposób podyktowany emocjami, nie zabraknie nam konsekwencji i zimnych nerwów - stwierdził Tusk.

Szef rząd podkreślił, że rząd nie zdecyduje się na zadłużanie, by wpompować w gospodarkę dodatkowe pieniądze. - Nie jestem prezydentem Obamą, Polska to nie Stany Zjednoczone. I każdy, kto myśli, że w Polce prezydent lub premier może powiedzieć: bilion dolarów na wsparcie przedsiębiorstw, zmyślałby, mówiłby androny - stwierdził Tusk. - My takich możliwości nie mamy. Polski nie stać na kolejne zadłużanie się i będę tego pilnował.