Białoruś spłaci dług gazowy wobec Rosji w ciągu dwóch tygodni - zapowiedział w poniedziałek białoruski wicepremier Uładzimir Siemaszko po ograniczeniu przez Gazprom dostaw gazu na Białoruś. Gazprom twierdzi jednak, że nie zamierza czekać tyle czasu.

"Białoruś przewiduje uregulowanie swojego zadłużenia gazowego w ciągu dwóch najbliższych tygodni" - powiedział Siemaszko. "Nigdy nie ukrywaliśmy przed naszymi kolegami (Rosjanami), że mamy problemy z tą walutą - powiedział, odnosząc się do dolara, czyli waluty wykorzystywanej w płatnościach gazowych z Rosją. - Musimy pożyczyć, żeby zapłacić".

W zamian Mińsk domaga się od rosyjskiego monopolisty gazowego Gazpromu zapłaty 220 mln dolarów za tranzyt gazu do Europy przez białoruskie terytorium. "Strona białoruska domaga się z kolei (od Moskwy) uregulowania długu za tranzyt" - powiedział Siemaszko.

Rzecznik rosyjskiego koncernu Siergiej Kuprijanow oświadczył jednak: "Nikt nie będzie czekać dwóch tygodni. Następna ocena sytuacji zostanie dokonana na posiedzeniu sztabu operacyjnego Gazpromu 22 czerwca (we wtorek) o godz. 10.00 (8.00 czasu polskiego).

Dostawy gazu ziemnego do Polski z kierunku wschodniego są realizowane zgodnie z planem - poinformowało w poniedziałek biuro prasowe Ministerstwa Gospodarki. PGNiG zapewniło, że na razie nie ma zagrożenia, że gaz będzie dostarczany w mniejszej ilości.

Rosyjski koncern Gazprom zaczął w poniedziałek o godz. 10 czasu moskiewskiego (godz. 8 czasu polskiego) ograniczać dostawy gazu na Białoruś o 15 procent, ze stopniowym zwiększeniem ograniczeń do 85 proc.

"Zakończył się przydzielony okres pięciu dni, dany stronie białoruskiej na uregulowanie kwestii zadłużenia za dostawy gazu. Zadłużenie to nie zostało spłacone i od godz. 10 czasu moskiewskiego wprowadzany jest tryb ograniczenia dostaw rosyjskiego gazu na Białoruś o 15 proc., ze stopniowym dążeniem do poziomu ograniczenia do 85 proc., proporcjonalnie do zadłużenia" - podkreślił szef koncernu Aleksiej Miller. Według Agencji ITAR-TASS, dostawy rosyjskiego gazu na eksport będą realizowane w dotychczasowej objętości.

"Dostawy gazu ziemnego z kierunku wschodniego realizowane są zgodnie planem. Obecnie nie stwierdzono żadnych zakłóceń w dostawach gazu do Polski realizowanych przez terytorium Republiki Białoruś. Problem uregulowania płatności ma charakter dwustronny. Zgodnie z zapewnieniami Gazpromu, w razie ewentualnych ograniczeń dostaw gazu na Białoruś Gazprom będzie nadal dostarczał gaz do Europy Zachodniej zgodnie z kontraktami" - czytamy w przesłanym w poniedziałek PAP komentarzu biura prasowego Ministerstwa Gospodarki.

Rzeczniczka PGNiG Joanna Zakrzewska powiedziała , że na razie nie ma żadnych obaw, że gaz będzie dostarczany w mniejszej ilości do naszego kraju. "W tej chwili dostawy gazu do Polski są zgodne z naszymi zamówieniami. Nie mamy żadnych sygnałów, by ta sytuacja się zmieniła. Przez cały czas monitorujemy to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą. Na razie nie ma żadnych obaw, że gaz będzie dostarczany w mniejszej ilości do Polski" - podkreśliła rzeczniczka PGNiG.

Od rana w poniedziałek w Moskwie toczyły się w trybie pilnym rozmowy białorusko-rosyjskie. Delegacja z Mińska przybyła do siedziby Gazpromu o godz. 6.40 czasu lokalnego (4.40 czasu polskiego). Jak podały media, szef Gazpromu poinformował w poniedziałek rano rosyjskiego prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, że Białoruś przyznaje, iż ma dług wobec Gazpromu, ale chce go spłacać "maszynami, urządzeniami i różnymi innymi towarami".

Miedwiediew nakazał "przystąpić do procedury" zmniejszenia dostaw gazu na Białoruś. Moskwa szacuje zadłużenie Białorusi na około 192 mln dolarów. Gazprom twierdzi, że jego białoruski partner, Biełtransgaz, w 2010 roku systematycznie łamie warunki umowy z 2006 roku. Płaci bowiem za surowiec według stawek z 2009 roku - 150 dolarów za 1000 metrów sześciennych. Zgodnie z kontraktem, w pierwszym kwartale 2010 roku miał płacić 169,22 USD, a w drugim - 184,8 dolarów.