Premier wymieni prezesa ZUS, by móc przeprowadzić drastyczną reformę w zakładzie. Teraz jest to tzw. podmiot posiadający osobowość prawną. A od przyszłego roku ma to być tzw. jednostka budżetowa. To oznacza mniejszą samodzielność. Takim zmianom przeciwna była Aleksandra Wiktorow.

Co to oznacza? ZUS nie będzie mógł już zadłużać się w nieskończoność w bankach ani uznaniowo przyznawać wysokich pensji urzędnikom. Pieniądze, które idą na obsługę petentów (księgowość, wypłaty dla kasjerów, utrzymanie lokali), będą kontrolowane przez rząd. Nie będą bowiem pochodziły z tzw. odpisu. Bo teraz wygląda to tak: ZUS w ciemno dostaje ogromne pieniądze z budżetu, a później odpisuje sobie z tego, ile chce, na swoją działalność. W 2008 roku już tego nie będzie.

Plan chwali oczywiście jego pomysłodawca, czyli szefowa resortu finansów Zyta Gilowska. Wicepremier Gilowska twierdzi, że przyniesie to oszczędności w budżecie. Przede wszystkim skończy się pożyczanie pieniędzy w bankach przez ZUS, który już teraz ma kredyty na prawie 3 mld zł. Od 2008 roku, jeśli zabraknie grosza w ZUS, to państwo sprzeda obligacje. To rozwiązanie jest tańsze niż kredyty w bankach. Ponadto nie trzeba będzie prowadzić dwóch księgowości. Bo wydatki na ZUS będą księgowane w budżecie państwa. Zaoszczędzi się dodatkowo na pensjach. Choćby tych, które pobierali członkowie Rady Nadzorczej. Od przyszłego roku nie będzie tego organu.

Ekonomiści są jednak ostrożni w ocenach. Robert Gwiazdowski, szef Rady Nadzorczej ZUS, wprost mówi, że to zły pomysł. Twierdzi, że rozliczanie ZUS przez ministra finansów wprowadzi niepotrzebne zamieszanie.

"ZUS ma inną księgowość, inny system komputerowy, inne zwyczaje pracownicze i sposób zarządzania projektami. Łatwiej było kiedyś zmienić ZUS z jednostki budżetowej w podmiot posiadający osobowość prawną, niż teraz robić odwrotnie" - mówi Gwiazdowski. Dodaje, że także czas na tę zmianę jest nieodpowiedni. "ZUS czeka teraz wiele pracy z emeryturami pomostowymi i emeryturami z drugiego filara. Zakład ma się więc czym zajmować. I lepiej by było, gdyby zajmował się tymi sprawami, a nie samym sobą" - dodaje Gwiazdowski.

Podobnego zdania jest Janusz Grobicki, ekspert z centrum im. Adama Smitha. Grobicki twierdzi, że przekształcenie ZUS w jednostkę budżetową źle wpłynie na sytuację tych, którzy będą klientami Zakładu za kilkanaście lat. "Chodzi o to, że robi się teraz z ZUS normalną budżetówkę, a powinno się robić wszystko, by ZUS przypominał normalną prywatną firmę" - mówi Grobicki i dodaje: "Jednostki budżetowe działają niewydolnie i marnotrawią publiczny grosz. Jeśli ZUS stanie się taką jednostką to - można powiedzieć - przestaniemy płacić składki ubezpieczeniowe, a zaczniemy płacić podatki, co nie jest tym samym. A im wyższe podatki tym, gorzej dla państwa" - tłumaczy.