"Bezrobocie spadnie góra do 11 proc. A i to byłoby sukcesem" - powiedział dziennikowi.pl Jeremi Mordasewicz z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych. Przyznaje, że firmy tworzą nowe miejsca pracy, ale nie w takim tempie.

"Ubiegły rok był przełomowy dla spadku bezrobocia. Firmy stworzyły pół miliona nowych stanowisk pracy. Wcześniej ich nie tworzyły, bo starały się wycisnąć z już zatrudnionych ludzi i ze starych maszyn, ile się dało. Firmy przekroczyły jednak pewną granicę wytrzymałości swojego personelu i maszyn i musiały zacząć inwestować w nowe linie produkcyjne, betoniarki, komputery itd. Ktoś to musiał obsługiwać i tak powstało około pół miliona nowych miejsc pracy" - tłumaczy Mordasewicz. Dodaje jednak, że - jego zdaniem - w tym roku firmy stworzą co najwyżej 400 tys. stanowisk, bo nie będą już inwestowały z takim rozmachem. A to oznacza spadek bezrobocia do około 11-12 proc.

Komisja Europejska twierdzi tymczasem, że nie tylko wskaźnik bezrobocia będzie w Polsce lepszy. Poprawić ma się także wskaźnik wzrostu gospodarczego. Zdaniem komisji, polskie PKB wzrośnie w tym roku o 6,1 proc., czyli tyle, ile prognozował nasz rząd. A to oznacza, że Bruksela stosuje tę samą metodę obliczania wskaźników gospodarczych, co Warszawa.

W specjalnym komunikacie komisja przyznała, że jest "pozytywnie zaskoczona" sukcesami polskiego rządu. Dodała jednak, że tak radykalny spadek bezrobocia jest możliwy dzięki masowej emigracji zarobkowej do państw Europy Zachodniej. Ludzie nie rejestrują się w pośredniakach, tylko wyjeżdżają za chlebem na Zachód.