Wartość tego, co jeszcze zostało po Jukosie, analitycy szacują na co najmniej 40 mld dolarów (120 mld zł). Ale władze w Rosji przekonują, że jest to góra 22 mld dol. Nie bez powodu - nie jest im na rękę zawyżanie cen. Z góry zakładają, że wygrają wszystkie licytacje o akcje Jukosu, więc nie chcą przepłacać. Mało tego, już dziś wiadomo, że zwycięzcą będzie państwowy Rosnieft, który zaciągnął kredyt na... 22 mld dol.

Dziś rano zlicytowano 9,44 proc. akcji. W dość dziwny sposób - nie wpuszczono na salę aukcyjną wszystkich prywatnych udziałowców Jukosu. Do licytacji zgłosiły się tylko dwie firmy - państwowa spółka naftowa Rosnieft i wspierana przez brytyjski fundusz firma Samotlorneftegaz. Licytacja rozpoczęła się od kwoty 7,5 mld dol., a skończyła na... 7,6 mld dol. Wygrał oczywiście Rosnieft.

Historia tych 9,44 proc. akcji też jest tajemnicza. Udziały te należały już kiedyś do Rosnieftu. Ale w czasach, gdy Jukos był jeszcze potężną firmą, a właściciel tej firmy Michaił Chodorkowski był najbogatszym Rosjaninem z aspiracjami politycznymi. Później, gdy Chodorkowskiego wywieziono na Syberię za rzekomo niezapłacone podatki, a Jukos doprowadzono do bankructwa, Rosnieft pozbył się swoich akcji. Sprzedał je bardzo tajemniczej firmie Baikalfinansgroup, podobno powiązanej z Kremlem. Teraz jednak znowu ma je w swoim portfelu.