Gazoport, w którym surowiec będzie przeładowywany ze statków do sieci przesyłowej, ma zacząć funkcjonować za trzy lata. Będzie mógł on przyjmować nawet 7,5 mld metrów sześć. gazu rocznie. To połowa obecnego rocznego zużycia Polski.

Tymczasem kolejka do dostawców gazu coraz bardziej się wydłuża. Żeby w 2010 r. w naszym terminalu pojawił się surowiec, kontrakty trzeba zacząć podpisywać już teraz. To dlatego ekipy z resortu gospodarki krążą po całym świecie w poszukiwaniu eksporterów. W zeszłym tygodniu szefowie ministerstwa negocjowali w sprawie dostaw gazu ciekłego w państwach Zatoki Perskiej. Jak dowiedział się DZIENNIK, pierwsze kontrakty zostaną podpisane w czwartym kwartale tego roku.

Negocjacje muszą nabrać tempa, bo chętnych na gaz nie brakuje. Zdaniem Andrzeja Lipko, eksperta rynku gazowego, byłego prezesa PGNiG, boom na ten surowiec spowodował, że w tej chwili jest więcej kupujących niż sprzedających. "Trzeba się więc spieszyć z podpisaniem długoterminowych kontraktów, bo możemy zostać właścicielami terminalu, który będzie stał pusty" - ostrzega Lipko.

Polska musi czym prędzej włączyć się do wyścigu o nowe dostawy. A to nie będzie takie łatwe, bo w pogoni za gazem płynnym biorą udział najwięksi gracze. W czołówce znajdują się Chiny, które budują wielkie terminale przeładunkowe, takiego jak w Szanghaju, wart miliard dolarów. Takich terminali ma w Państwie Środka powstać jeszcze kilkanaście.