Na najbliższym posiedzeniu Sejmu posłowie będą debatować nad prezydenckim projektem nowelizacji kodeksu cywilnego. Najważniejsza zmiana jest taka, że jeśli będziesz ofiarą wypadku, błędu lekarskiego czy przestępstwa, będziesz mógł bez przeszkód występować o odszkodowanie od sprawcy nawet po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach - pisze "Gazeta Prawna". Dziś roszczenia ulegają przedawnieniu po 10 latach od chwili wypadku. Przez to wiele osób traci prawo do zadośćuczynienia.

Według specjalistów, tak od prawa cywilnego, jak i ubezpieczeń, to dobra zmiana. Bo znane są przypadki, kiedy np. choroba ujawnia się po kilkunastu latach od napadu czy wypadku. W takiej sytuacji ofiara nie ma już prawa do odszkodowania, choćby wszyscy eksperci zgodnie twierdzili, że cierpi przez jakieś konkretne zdarzenie.

Ale jest jeden haczyk. Bo zniesienie terminu, po jakim roszczenia ulegają przedawnieniu, wcale nie oznacza, że można o odszkodowanie wystąpić w dowolnym momencie. Będziesz miał prawo się o nie starać nie później, niż trzy lata po tym, jak dowiesz się o wyrządzonej ci szkodzie (np. nagle ujawnionej chorobie) czy ustalisz osobę, która ponosi za to odpowiedzialność. Jest od tego jeden wyjątek: jeśli ofiarą jest nieletni, to do czasu 18. urodzin ma dodatkowe dwa lata.

Ale zmiany w prawie mają i drugą stronę medalu. Bo wydłużenie czasu na starania o zadośćuczynienie zapewne spowoduje, że ubezpieczyciele będą musieli wypłacać więcej odszkodowań, np. z OC kierowcy dla ofiar wypadków drogowych. Niewykluczone, że chcąc zrekompensować sobie większe wydatki towarzystwa podniosą składki. Choć na razie nikt tego jeszcze nie potwierdza, bo przecież nowe prawo na razie jest jedynie w planach.