Miliony właścicieli samochodów mogą na razie odetchnąć z ulgą. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, Ministerstwo Finansów zapowiedziało właśnie, że zamierza wycofać z Sejmu projekt ustawy o nowym podatku na auta. Miał on objąć wszystkie auta: nowe, stare, zarejestrowane już w Polsce i importowane. A płacić mieliśmy za to, że ich silniki zanieczyszczają środowisko.

Kierowcy podnieśli lament. Ekonomiści zaczęli alarmować, że taki haracz jest niezgodny z unijnym prawem. Bo nie może być tak, że jedno z państw utrudnia nagle kupno czegoś, co spełnia unijne normy, pod pretekstem np. ekologii.

Resort finansów milczał do tej pory jak grób. A w Polsce wrzało od domysłów. Nie było wiadomo nawet, czy to na pewno miałby być podatek ekologiczny. Mówiło się bowiem równie często o transportowym - czymś w rodzaju zniesionej w 1997 r. opłaty drogowej, którą uiszczało się co roku od każdego zarejestrowanego pojazdu, a pieniądze miały iść na remont i budowę dróg.

Dzisiaj w Sejmie wiceminister finansów Jacek Dominik miał opowiadać o nowym podatku. Ale nagle okazało się, że nikomu niczego klarować nie będzie. Przeciwnie - ma jedynie powiedzieć, że prace podległych resortowi ekspertów pójdą do kosza.