Z tej okazji w stolicy kraju - Lublanie - przygotowano na dziś wielką polityczną fetę. Przyjadą najważniejsze osobistości w Unii Europejskiej. Będzie kanclerz Niemiec Angela Merkel, a to właśnie ten kraj przewodzi obecnie Wspólnocie. Do Lublany wybiera się również szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso. Nic dziwnego, że od wczoraj w słoweńskiej stolicy obowiązują zaostrzone środki bezpieczeństwa.

Od ogłoszenia niepodległości w 1991 roku słoweńską walutą był tolar. Od dziś nie można już za nic nim zapłacić. Ale Słoweńcy nie rozpaczają z tego powodu. Z badań wynika, że mieszkańcy kraju nie żałują pożegnania z tolarem. Chyba dlatego, że nie zdążyli się przyzwyczaić.

Może jednak teraz zmienią zdanie, bo z jednej strony politycy świętują, a z drugiej w Słowenii nie obyło się bez podwyżek po zmianie pieniądza 1 stycznia tego roku. Kilka dni temu rzeczniczka unijnej komisarz ds. gospodarczych i walutowych Joaquin Almunii mówiła: "Przy okazji wymiany tolara na euro w górę zaokrąglono ceny w barach szybkiej obsługi i opłaty za parkingi. Wzrosły także ceny gazet i czasopism". Jej zdaniem takie podwyżki są zupełnie nieuzasadnione.

Słoweńskie organizacje konsumenckie publikują "czarne listy" firm, które przejście na wspólną walutę wykorzystały jako pretekst do podwyżek cen.

Podczas gdy nowe kraje przystępują do strefy euro, a kolejne już się szykują, mieszkańcy tych państw które tam już są, żałują swojej decyzji. Z danych Eurobarometru wynika, że zdaniem 93 proc. mieszkańców strefy euro wspólna waluta przyczyniła się do wzrostu cen. 58 proc. Niemców chciałoby powrotu marki, gdyby tylko mieli taką możliwość. 52 proc. Francuzów sądzi, że euro jest złą rzeczą dla ich kraju.

Polskie władze nie podały daty zastąpienia złotówki przez euro.