Do tej pory nieuczciwi lekarze mogli się czuć bezkarnie. Teoretycznie powinni ponosić za łapówkarstwo odpowiedzialność, ale nigdzie nie zapisano tego wprost. W prawie karnym był jedynie zapis o tym, że "podmiotem łapownictwa" może być "osoba pełniąca funkcję publiczną" (w domyśle np. lekarz).

Teraz czarno na białym zapisano, że konkretnie lekarzom zabrania się brać od koncernów farmaceutycznych jakichkolwiek rzeczy, które mogłyby mieć wartość łapówkarską. Rzecznik ministra zdrowia Paweł Trzciński chwali nową ustawę. "W innych krajach wizyty przedstawicieli firm farmaceutycznych w gabinetach lekarskich w ogóle są zakazane" - mówi Trzciński.

Twierdzi, że resort zastanawia się nad zrobieniem porządku z jeszcze jednym procederem: organizowaniem przez firmy farmaceutyczne szkoleń dla lekarzy, które często są ukrytą formą łapówki. "Rozważamy wprowadzenie rozwiązania istniejącego we Francji. Tam producenci leków finansują szkolenia dla lekarzy na tematy zaproponowane przez resort. Dopiero po takich szkoleniach informują o swoich produktach" - wyjaśnia Trzciński.