Platforma wzięła sobie do serca apel gazety "Fakt". Dziennik przekonał polityków, że tej zimy trzeba szczególnie pomóc najbiedniejszym. Wszystko bowiem zdrożeje (od żywności po prąd). Dlatego trzeba wprowadzić tzw. dodatek drożyźniany, który ulży trochę tym emerytom i rencistom, dostającym miesięcznie nie więcej niż 899 zł.

Wszyscy przecierali oczy ze zdumienia, że to właśnie Platforma podchwyciła pomysł. Prędzej można się było tego spodziewać po partiach koalicyjnych. A nie po PO, która od roku grzmi, że PiS, Samoobrona i LPR uprawiają rozdawnictwo publicznych pieniędzy.

Ewa Kopacz z Platformy mówi, że chce wprowadzenia dodatku drożyźnianego, bo przez ostatni rok nie podniesiono rent i emerytur. "Gdyby zwaloryzowano te świadczenia i wyżej je wyceniano, nie przedstawialibyśmy tej ustawy. Ale ponieważ emeryci i renciści dostają tyle samo, podczas gdy wiele rzeczy drastycznie zdrożało, to trzeba tym ludziom jakoś pomóc" - mówi Kopacz.

Posłanka wylicza, że ta jednorazowa zapomoga dla trzech milionów Polaków, będzie kosztowała budżet 1,35 mld zł. Skąd PO chce wziąć te pieniądze? Twierdzi, że są nadwyżki w 89 funduszach celowych (takich jak fundusz ochrony środowiska czy mieszkaniowy) oraz w budżecie, który ma iść na spłatę długu zagranicznego.