To były sceny jak z filmu gangsterskiego. Dobrze zbudowani, uzbrojeni po zęby mężczyźni otoczyli jeden z zielonogórskich komisów samochodowych. Wcześniej agenci wywiadu skarbowego dokładnie przyjrzeli się jego działalności. Do komisu wkroczyli z konkretnymi dowodami i nakazem prokuratorskim.

To klasyczny przykład oszustwa podatkowego - mówią urzędnicy skarbówki. Właściciel komisu sprowadzał do Polski używane samochody z Europy Zachodniej, ale deklarował fiskusowi nieprawdopodobnie niską wartość aut, w granicach 100-200 euro. Na parkingu handlarza ich wartość zaczynała gwałtownie rosnąć. Ale tylko dla klientów.

W dokumentach dla skarbówki wszystko zostawało bez zmian. W tym celu właściciel komisu prowadził nawet potrójną księgowość - jedną dla banku, drugą dla fiskusa, a trzecią dla klienta, który często brał auto na kredyt. Z dowodów zebranych przez policję wynika, że oszust naciągnął skarb państwa na dziesiątki tysięcy złotych - pisze "Gazeta Lubuska".