Tak wielkiego kredytu banki nie udzieliły jeszcze żadnej rosyjskiej firmie. Dotąd najwięcej dolarów, bo aż 13 miliardów (ponad 39 miliardów złotych), pożyczył inny gigant paliwowy - Gazprom. Ale jego konkurent Rosnieft bierze prawie dwa razy więcej!

Po co mu tyle pieniędzy? Zachodnia prasa - badająca, co dzieje się na paliwowym rynku - twierdzi, że pieniądze mają przede wszystkim zostać przeznaczone na zakup akcji Jukosu, właściciela m.in. Rafinerii Możejki na Litwie. Teraz 75 proc. akcji tej spółki ma Skarb Państwa, czyli Litwy. Ale ponoć ma zamiar odsprzedać prawie jedną trzecią, zostawiając sobie połowę i jedną akcję, która zapewni mu kontrolę na koncernem.

Kilka dni temu skończono nawet wyceniać majątek Jukosu. Biegli rządowi uznali, że wart jest on 12 miliardów dolarów. Rosnieft dobrze o tym wiedział i czym prędzej postarał się o bajońskie kredyty. Dostał je bez większego problemu, bo inwestycja w gaz czy ropę może przynieść jedynie zyski w przyszłości.

Czy to oznacza, że Rosnieft zablokuje sprzedaż Możejek PKN Orlen, który również chce kupić rafinerię? Teoretycznie nie jest to możliwe, bo decydujący głos wciąż ma rząd Litwy. Ale w praktyce rząd może ugiąć się pod naciskiem tak wielkiego partnera jak Rosnieft i na sprzedaż rafinerii Polakom się nie zgodzić.

Czy stracimy szansę na tańsze paliwo z rafinerii na Litwie? Przedstawiciele PKN Orlen wciąż twardo negocjują warunki kupna Możejek. Ale czy zdążą przed Rosnieftem? Zobaczymy.