W Modlinie będzie tylko wielkie lądowisko i olbrzymi blaszany hangar dla podróżnych. I choć korzystać będą z niego ci sami tani przewoźnicy, którzy mają teraz na warszawskim Okęciu wydzielony własny terminal Etiuda, ceny za podróż spadną.

Bo Okęcie jest lotniskiem w miarę nowoczesnym, ale też koszmarnie drogim. A kupując bilet, płacimy nie tylko za sam lot samolotem, ale i za lotnisko. To ostatnie zarabia najwięcej. Zgarnia dwie opłaty: lotniskową za postój samolotu, nawigację, którą przewoźnik potem nam dolicza, oraz pasażerską za obsługę każdego z nas.

Choćbyśmy nie chcieli, zapłacić musimy lotnisku za to, że ktoś nam może przypilnować bagażu (chociaż nie musi, bo taszczymy i pilnujemy go sami), odprawi go, zrobi herbatę za ciężkie pieniądze (i tak musisz ją sobie kupić w barku) albo posprząta toaletę (nie to, żebyś specjalnie tam nabrudził, po prostu - ktoś za sprzątaczkę płacić musi). I tym sposobem do biletu za np. 30 zł dopłacamy nawet powyżej 100 zł.

W Modlinie te opłaty mają być o wiele niższe. Bo po pierwsze, nie będzie luksusów takich jak na Okęciu, a po drugie, wielcy i drodzy przewoźnicy wstępu tam mieć nie będą. Nie będą mogli dyktować cen ani skarżyć się na to, że warunki, w jakich czekają ich pasażerowie, nie są tak komfortowe, jak sobie wymarzyli.

Ale tego, ile dokładnie zapłacimy, dowiemy się latem.