Gdybyś wiedział, że bilet na samolot kosztuje nawet kilkadziesiąt razy więcej, niż zobaczyłeś w reklamie, pewnie w ogóle nie skusiłbyś się na podróż z tym przewoźnikiem. Sęk w tym, że tego nie wiesz! Zadowolony załatwiasz wyjazd, a gdy chcesz zapłacić czeka na Ciebie... niespodzianka! I to taka, że aż żyć się odechciewa. Bo "zapomniano" Ci wcześniej powiedzieć, że do tej symbolicznej złotówki musisz jeszcze dołożyć nawet kilkaset złotych.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, dosłownie zbombardowany skargami naciągniętych ludzi, sprawdził, ile naprawdę trzeba zapłacić za przeloty. Okazało się, że ceny z reklamy, a nawet z internetowego cennika, to marzenie ściętej głowy. Linie lotnicze doliczają po cichu mnóstwo opłat. Między innymi lotniskową czy "stałą opłatę pasażera". Ta "stała opłata" to nic innego jak zysk pazernych linii lotniczych. Ale to nie wszystko! Jest jeszcze mnóstwo możliwości wyciągnięcia dodatkowych pieniędzy za przelot! Nie sposób wymienić wszystkich, bo pomysłowość przewoźników nie zna granic.

Jeszcze inną historią jest zwrot biletu. Przewoźnicy zrobią wszystko, żeby Cię do tego zniechęcić. Regulaminy są tak bardzo zawiłe, że nie ma pewności, że za zwrócony bilet nie będziesz musiał jeszcze dopłacić.

Rada jest jedna: nie płać za bilet, zanim nie upewnisz się, ile dokładnie kosztuje. I to ze wszystkimi dodatkowymi opłatami. Może się okazać, że najtańsza oferta z reklamy jest droższa niż zwykły bilet u konkurencji. Linie lotnicze zostały na razie zobowiązane do poprawienia niejasnych sformułowań, ale nim to zrobią, miną pewnie długie miesiące.