Nie tylko Polska, ale cała Europa utknęła w gigantycznym korku. Tak wielkim, że zza swych biurek zauważyli go nawet biurokraci z Brukseli. I wpadli na pomysł: zakazać jazdy wielkich ciężarówek, a od razu zrobi się luźniej.

Problem w tym, że gdyby tak po prostu urzędnicy wyrzucili tiry z dróg, musieliby płacić firmom wożącym nimi towary milionowe odszkodowania. Uradzili więc: wielkie transporty wożone będą pociągiem albo statkiem.

Jak zmusić do tego firmy transportowe? Wprowadzić tak ogromne opłaty za jazdę po drogach, by przestało im się to opłacać. Wtedy będą musieli przerzucić się na podróż po torach, rzekach czy morzach.

Czy to możliwe? Minister transportu Jerzy Polaczek ochoczo przytaknął i zapowiedział właśnie, że już bierze się do pracy. Jest przekonany, że sprawi, iż tiry znikną z polskich dróg w ciągu 7 najbliższych lat. Zobaczymy.