Każdy z prawie 250 m² powierzchni mieszkalnej kosztował Kamila Zarembę niecałe półtora tysiąca zł. Nie kupił pod niego ziemi, ale musiał zgłosić się do Polskiego Rejestru Statków. Eksperci zbadali konstrukcję i orzekli, że może rozpoczynać budowę.

Nie był to jednak ostatni z urzędów, jakie odwiedził. Był jeszcze Urząd Żeglugi Śródlądowej, potem wizyta w Zarządzie Gospodarki Wodnej, a później Ministerstwo Infrastruktury. W międzyczasie wybrał miejsce na Odrze, gdzie zacumuje. Padło na Ostrów Tumski, miejsce niezwykle urokliwe. By uniknąć piętrzącej się kry, przed zimą holowniki zaciągną jego nawodne mieszkanie w bezpieczny zakątek. Gdy puszczą pierwsze lody, powróci nad swoją zatoczkę.

Na początku był jednak pomysł, czyli efekt wycieczki do Amsterdamu, gdzie podpatrzył pływające mieszkania. I nie chodzi o wizytę w coffee shopie, bo choć dla Polaka pomysł domu na rzece wydać się może jak z narkotycznego snu, dla Holendrów to coś naturalnego.