Tym z Samoobrony całkiem w głowach się poprzewracało. Rolnicy dostaną darmową siłę roboczą, a wykorzystywanie bezrobotnego będzie się nazywało przyuczeniem do zawodu! Zdaniem pomysłodawców, praca w charakterze parobka zachęci młodych ludzi do zakładania własnych gospodarstw rolnych. "Staż mógłby ich zmobilizować, by nie emigrowali za granicę" - przekonuje poseł Samoobrony Bolesław Borysiuk. "To jakaś głupota. Miejsca pracy nie powstają z dopłat, a dlatego, że przedsiębiorca potrzebuje pracownika" - ripostuje Ireneusz Jabłoński z Centrum im. Adama Smitha. " Teraz zwyczajnie nie opłaca się zatrudniać, bo koszty są za wysokie" - dodaje.

"Po przepracowaniu kilku miesięcy w gospodarstwie stażysta wróci do rejestru bezrobotnych" - twierdzi Józef Kołodziej, kierownik Powiatowego Urzędu Pracy w Brzozowie (woj. podkarpackie). Przypomina, że stworzenie nowego miejsca pracy to koszt ponad tysiąca złotych miesięcznie. Przy tak niskiej rentowności w rolnictwie chłopu się to nie opłaca. Rolnicy nie będą się więc kwapić do zatrudniania stażystów na stałe.

Czy znajdą się w ogóle chętni na takie staże? I o tym pomyślano. Przymusowej wysyłki bezrobotnych do pracy na roli nie będzie, ale odmowa skorzystania ze stażu pociągnie za sobą konsekwencje. Wiązać się będzie z ryzykiem utraty przez bezrobotnego prawa do krzystania z innych aktywnych form wspierania zatrudnienia, np. do uczestnictwa w szkoleniach. W tym roku państwo wyda na stypendia z tytułu stażu ok. 605 mln zł. Miesięcznie zatrudnienie jednego stażysty kosztuje budżet państwa nieco ponad 704 zł - informuje "Życie Warszawy".