"Deficyt budżetowy po dwóch miesiącach sięgnie 6-8 mld zł wobec 18,2 mld zł zaplanowanych na cały rok" - powiedział „Reczpospolitej” Mirosław Gronicki, były minister finansów.

"Tutaj autorem tych prognoz, jak widzę, jest pan Gronicki. Trzeba zadać pytanie, skąd są te dane. Z Ministerstwa Finansów nie ma takich danych. My będziemy bazować na oficjalnych danych MF, więc to być może są dane z Goldman Sachs, na pewno to nie są oficjalne dane z MF" - powiedział w TVN24 rzecznik rządu Paweł Graś.

Tymczasem jeszcze większym pesymistą jest Janusz Jankowiak, ekonomista Polskiej Rady Biznesu. Według niego dochody państwa będą na koniec lutego niższe od wydatków nawet o 9-11 mld zł. Jednak resort finansów odmówił skomentowania tych szacunków - podaje "Rzeczpospolita".

Co zrobi rząd? Ekonomiści są przekonani, że nie obejdzie się bez sięgania do kieszeni podatnika. W skali całego 2009 r. "Z powodu dużo niższego tempa wzrostu gospodarki może zabraknąć 20 mld zł, a kolejne 10 mld zł trzeba będzie dołożyć na zasiłki dla bezrobotnych" - wyjaśnia były wiceminister finansów profesor Stanisław Gomułka.

>>> Mordasewicz: Pracę straci 300 tys. osób

Już nie wystarczy plan cięcia w wydatkach poszczególnych resortów, który przed miesiącem przedstawił rząd - alarmują eksperci. "Najpóźniej w kwietniu minister finansów będzie zmuszony do bardziej radykalnych działań" - powiedział ekonomista Janusz Jankowiak. Dodaje, że w pierwszej kolejności rząd powinien powrócić do poprzedniej wysokości stawki rentowej, co w skali roku podniesie wpływy do budżetu o około 20 mld zł.

>>> Gomułka: Tych oszczędności może być za mało

Profesor Gomułka jest tego samego zdania, ale obawia się, że i to nie wystarczy - Trzeba też będzie przynajmniej na dwa lata zamrozić płace budżetówki oraz waloryzację rent i emerytur - mówi profesor. Składkę rentową obniżył przed dwoma laty poprzedni rząd przy aprobacie Platformy Obywatelskiej.

>>> Rząd znalazł sposób na spekulantów – komentarz Marcina Piaseckiego