Piątkowy ranek przyniósł dalszą mocną wyprzedaż na rynkach światowych. To wynik rosnących obaw o stan finansów Zjednoczonych Emiratów Arabskich, po tym jak w środę wieczorem kontrolowany przez tamtejszy rząd fundusz Dubai World ogłosił, iż zamierza zwrócić się z prośbą o odroczenie terminu spłaty obligacji zapadających 14 grudnia b.r. Dla niektórych inwestorów był to szok, gdyż do tej pory przyjmowano, iż ten region świata nie został poważnie osłabiony przez kryzys (to właśnie arabskie fundusze stały w ostatnich miesiącach za zakupami akcji na światowych parkietach, a ich przedstawiciele stali się poważnymi akcjonariuszami części firm).

W efekcie wracają obawy, czy aby kolejna odsłona globalnego kryzysu nie przypadnie akurat na region Bliskiego Wschodu. Do tego mniejsza płynność rynków za sprawą święta w USA, a także fakt końca miesiąca, wzmagają tylko nerwowe reakcje inwestorów. Pozycje oparte o carry-trade są niemal panicznie zamykane, o czym świadczy wyraźne umocnienie się dolara względem głównych walut, mocne spadki na emerging-markets, a także rynku surowców (np. złota).

Dzisiaj rano kurs EUR/USD ustanowił minimum na 1,4830. Tym samym zgodnie z przewidywaniami powróciliśmy do wcześniejszej konsolidacji na 1,4800-1,5050. Wczoraj po południu spadki nasiliły się też po wypowiedzi francuskiej minister gospodarki, która przyznała, iż obecny kurs euro jest szkodliwy dla eksporterów. W normalnych warunkach takie słowa zostałyby zignorowane – krytycyzm Francuzów jest powszechnie znany. Jednak wczoraj, kiedy na rynkach spekulowano o możliwych interwencjach banków centralnych w obronie słabnącego dolara, ich waga była zupełnie inna (inwestorzy najbardziej obawiają się przecież skoordynowanej akcji).

Dzisiaj rano mocno osłabł też złoty – notowania euro osiągnęły szczyt na 4,1975 zł, a dolara na 2,83 zł. Sytuacja zaczyna się jednak powoli uspokajać. Wsparciem dla euro i złotego mogą stać się dane z Eurolandu o nastrojach w gospodarce (jeżeli będą dobre). Niemniej po południu może być znów nerwowo w kontekście otwarcia handlu na Wall Street o godz. 15:30. Giełdowa sesja będzie dzisiaj trwać tylko 4 godziny, stąd też część inwestorów może reagować dość nerwowo w kontekście informacji z Dubaju. Swoją drogą czas chyba na odpowiednie działania PR ze strony przedstawicieli arabskich władz…

>>>Czytaj dalej


EUR/PLN: Dzisiejszy szczyt w okolicach 4,1975 wypadł idealnie na linii dawnego trendu wzrostowego pociągniętej przez minima z września i października b.r. Impet ruchu w ostatnich dniach był ogromny, niemniej widać, iż ulega on już zakończeniu. Wskaźniki 4H potwierdzają wprawdzie wzrosty, ale zachowanie skrajnie wykupionych Stochastic i RSI, przestrzega przed szybkim odwróceniem trendu. Powrót w okolice 4,16 jest więc dzisiaj dość prawdopodobny.

USD/PLN: Dzisiejszy szczyt w okolicach 2,83 wypadł na średniej z 68 dni, a także w rejonie dawnych wsparć (teraz oporów) z przełomu października i listopada b.r. Szybkie wskaźniki na 4H pokazują skrajne wykupienie, stąd też odwrócenie trendu jest możliwe. Powrót w okolice 2,7850 wydaje się być prawdopodobny jeszcze dzisiaj.

EUR/USD: Notowania na powrót zakotwiczyły się w konsolidacji 1,48-1,5050. Dzisiaj możliwe jest pewne odreagowanie mocnych spadków (w ciągu dwóch dni rynek spadł o ponad 300 punktów). Szybkie wskaźniki 4H są w fazie skrajnego wyprzedania, siłę trendu potwierdza jedynie MACD. Niemniej odreagowanie nawet w okolice 1,4920 jest dzisiaj możliwe. Wtórna, choć niewielka fala spadkowa może pojawić się po południu – pomoże ona w wykreśleniu pozytywnych układów na wskaźnikach.

GBP/USD: Spadki zatrzymały się dzisiaj w okolicach minimów z 26 października i 3 listopada. Odreagowanie jest możliwe, co zresztą już ma miejsce. Oporem są okolice 1,6470 i nie można wykluczyć, że te okolice zostaną dzisiaj przetestowane. Wtórna, choć niewielka fala spadkowa może pojawić się po południu. Warto zwrócić uwagę na wsparcie w rejonie 1,6330.