W czwartkowej debacie w TVN padło pytanie o to, kogo każdy z kandydatów wybrałby na prezesa NBP. Pytanie o tyle zasadne, że kadencja Marka Belki kończy się niemal dokładnie za rok. Jednak ani Bronisław Komorowski, ani Andrzej Duda na nie nie odpowiedzieli.

Analitycy, z którymi rozmawialiśmy, specjalnie się temu nie dziwią. – To nie jest jeszcze moment na dywagacje w tej sprawie – skwitował Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku. Podobnie sprawę ocenia Marcin Mróz, główny ekonomista Grupy Copernicus: – Za wcześnie, by rozmawiać na ten temat. Wyglądałoby to na dzielenie skóry na niedźwiedziu. Tym bardziej że ta sprawa nie była kluczowym elementem kampanii prezydenckiej i z punktu widzenia przeciętnego wyborcy nie jest oceniana jako specjalnie istotna.

ZOBACZ TEŻ: POWYBORCZY PONIEDZIAŁEK NA ŻYWO. Andrzej Duda prezydentem Polski. RELACJA>>>

W rzeczywistości ma jednak znaczenie. Od banku centralnego zależy wysokość stóp procentowych, co przekłada się na kurs złotego, a także tempo wzrostu gospodarczego i wysokość inflacji. NBP zarządza ok. 100 mld dol. rezerw dewizowych, a 95 proc. zysku banku staje się dochodem budżetu (w 2014 r. bank nie wykazał zysku, więc w tym roku nie zasili państwowej kasy).

Formalnie prezydent nie mianuje prezesa NBP, a wskazuje kandydata, którego później zatwierdza Sejm. Jednak dotąd nie było przypadku, by prezydencka propozycja spotkała się z odmową parlamentu. Pod rządami nowej konstytucji i ustawy o NBP Aleksander Kwaśniewski zaproponował Hannę Gronkiewicz-Waltz, a po jej rezygnacji – trzy lata później – Leszka Balcerowicza, Lech Kaczyński – Sławomira Skrzypka (obaj zginęli w Smoleńsku), zaś Bronisław Komorowski – jako marszałek Sejmu pełniący obowiązki prezydenta – Marka Belkę.

W przypadku wygranej w wyborach dotychczasowego prezydenta za najbardziej prawdopodobnego kandydata na nowego szefa NBP uchodzi Jerzy Pruski, były członek Rady Polityki Pieniężnej, wiceprezes NBP i prezes PKO BP, a obecnie prezes Bankowego Funduszu Gwarancyjnego i doradca ekonomiczny Komorowskiego. Wprawdzie prawo daje możliwość dwukrotnego sprawowania funkcji prezesa, ale szanse Marka Belki na drugą kadencję zmalały po ujawnieniu w ub.r. zapisu jego podsłuchanej rozmowy z byłym szefem resortu spraw wewnętrznych Bartłomiejem Sienkiewiczem.

CZYTAJ TAKŻE: Artyści i sportowcy popierający Komorowskiego nie kryją żalu>>>

Zdaniem analityków, którzy bacznie przyglądają się wszelkim sygnałom co do przyszłej obsady stanowiska szefa NBP, wskazówką, że może nim być Pruski, jest np. niedawna nominacja do zarządu NBP Anny Trzecińskiej, która od lat z nim współpracowała – od NBP przez PKO BP aż do BFG. Jerzy Pruski jest ponadto doradcą Komorowskiego, a także – to kolejne uprawnienie głowy państwa, jeśli chodzi o finanse – jego przedstawicielem w Komisji Nadzoru Finansowego.

Według analityków rynkowych Pruski nie jest jednak jedynym kandydatem. W grę mogłyby też wchodzić takie osoby, jak Jacek Rostowski, były minister finansów, Jan Krzysztof Bielecki i Janusz Lewandowski, czyli były i obecny szef rady gospodarczej premiera, czy Dariusz Rosati, były szef MSZ i członek Rady Polityki Pieniężnej.

Ekonomistom trudniej wskazać, kogo mianowałby na prezesa NBP Andrzej Duda. – Lech Kaczyński w 2006 r. miał niewielki wybór. Wydaje mi się, że od tego czasu w środowisku PiS nastąpiły zmiany na korzyść. Jest wielu młodych profesorów, którzy chętnie objęliby to stanowisko – uważa ekonomista jednego z krajowych banków. Ale zaraz dodaje: – Nie potrafiłbym wskazać żadnego nazwiska. Wśród znanych postaci, które mają doświadczenie związane z bankowością centralną, najczęściej wymieniany jest Adam Glapiński, od początku 2010 r. członek Rady Polityki Pieniężnej.

Wskazanie kandydata na prezesa nie wyczerpuje kompetencji prezydenta w odniesieniu do NBP. Głowa państwa mianuje członków zarządu banku (prezes, który zgłasza propozycje, musi je więc uzgadniać w Pałacu Prezydenckim). Do prezydenta należy również wskazanie 1/3 składu Rady Polityki Pieniężnej. To zaś nastąpi jeszcze wcześniej niż wybór prezesa NBP, bo kadencja większości członków RPP kończy się na początku przyszłego roku. Nowy prezydent będzie wskazywał dwóch członków rady (pod koniec 2013 r., po rezygnacji Zyty Gilowskiej, Bronisław Komorowski wyznaczył do RPP Jerzego Osiatyńskiego).

Kompetencje kadrowe prezydenta nie ograniczają się do sfery finansowej. W 2016 r. na sześcioletnią kadencję zostanie powołany nowy skład Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Zgodnie z ustawą dwóch członków powołuje Sejm, jednego Senat i dwóch prezydent RP. To daje mu bardzo duży wpływ na jej działania, ponieważ kandydaci parlamentarni siłą rzeczy pochodzą zazwyczaj z różnych środowisk i często mają problemy z wypracowaniem wspólnego stanowiska. – Gdybym miał doradzać prezydentowi, to raczej poleciłbym mu kogoś bezpartyjnego, spoza swojego środowiska. Ta instytucja powinna gromadzić ludzi, którzy rzeczywiście znają media i zapewniają bezstronność – tłumaczy prof. Wiesław Godzic z SWPS.

Poprzednim razem, jako p.o. prezydenta, Komorowski powołał Krzysztofa Lufta (był m.in. rzecznikiem rządu AWS) i Jana Dworaka związanego wcześniej m.in. z Unią Wolności i PO. Te nominacje są bardzo istotne, ponieważ de facto zapewniają duży wpływ na media, szczególnie na publiczne radio i telewizję. W sposób mniej lub bardziej formalny można sterować tym, jak dany polityk czy partia są w tych mediach pokazywane.

Także w wojsku w 2016 r. wybrany prezydent będzie miał dużo do powiedzenia w kwestiach kadrowych. – Zgodnie z konstytucją prezydent jako najwyższy zwierzchnik Sił Zbrojnych mianuje na określony czas szefa Sztabu Generalnego oraz dowódców rodzajów sił zbrojnych. Wszystkie wymienione stanowiska zajmują oficerowie Wojska Polskiego, którym kadencja upływa z końcem 2016 r. – wyjaśnia płk Jacek Sońta, rzecznik MON. Ze stanowiskami pożegnają się więc m.in. szef Sztabu Generalnego gen. Mieczysław Gocuł, dowódca generalny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. Lech Majewski (on przechodzi na emeryturę już w czerwcu tego roku), dowódca operacyjny gen. Marek Tomaszycki czy szef Inspektoratu Wsparcia gen. Edward Gruszka. Przykład płynie z góry, więc od nowego dowództwa będzie zależeć, czy „żołnierzom będzie się chciało”. Z drugiej strony ważne funkcje w wojsku oznaczają wpływ na wydawanie ogromnych pieniędzy przeznaczonych na modernizację armii.

Być może najważniejsza decyzja czeka nowego prezydenta po jesiennych wyborach parlamentarnych. Szef państwa będzie musiał wówczas nominować premiera.