Żeby efektywnie inwestować na rynku walutowym wystarczy mieć do dyspozycji kilka tysięcy złotych. I być świadomym ryzyka, jakie się podejmuje. Odkąd brokerzy oferują elektroniczne platformy handlu, forex stał się bardziej dostępnym rynkiem dla inwestorów indywidualnych. Żeby zacząć inwestować na koreksie, trzeba mieć rachunek inwestycyjny. Można go otworzyć w którejś z firm brokerskich, które specjalizują się w tego typu usługach – ale inwestowanie w waluty zaczynają oferować też domy maklerskie, które wcześniej zajmowały się tylko rynkiem papierów wartościowych. Już na etapie otwierania rachunku inwestor indywidualny może napotkać pierwszą barierę: wymóg minimalnej wpłaty. Może ona wynosić 1–2 tys. zł.

Teoretycznie na foreksie może inwestować każdy, kto ma na to ochotę i pieniądze. Analitycy podkreślają jednak, że to rynek bardzo ryzykowny. Przy zawieraniu transakcji wykorzystywany jest bowiem mechanizm dźwigni finansowej. Ile trzeba mieć na start? To zależy od pary walutowej, na jakiej inwestor zamierza grać. Jednostka transakcyjna to tzw. lot – wynosi on 100 tys. jednostek waluty bazowej (pierwszej z pary walut, w jaką się inwestuje). Jeśli waluta bazowa ma stosunkowo niski nominalny kurs wobec złotego, to depozyt też będzie stosunkowo niski. Jednak na polskim rynku pojawiają się oferty, gdzie jednostką transakcyjną jest minilot (czyli 10 tys. jednostek), a nawet mikrolot (1000 jednostek).

Więcej informacji: Inwestorzy indywidualni coraz bardziej lubią forex

p