Wprowadzony z dnia na dzień lockdown gospodarki spowodował, że pracodawcy musieli zacząć się liczyć z każdym groszem. A że fundusz wynagrodzeń to zazwyczaj największy koszt pracodawcy, logiczne jest, iż oszczędności szuka się przede wszystkim tam. Oczywiście największe ograniczenie kosztów zatrudnienia osiąga się poprzez zwolnienia pracowników (wzrost bezrobocia w czasach ataku SARS-CoV-2 był zatem nieunikniony).
Jednak obniżenie stanu zatrudnienia sprawdza się wyłącznie na krótką metę. Długookresowo nie zawsze jest to działanie racjonalne, bo kryzys wywołany pandemią ma charakter przejściowy. Kiedyś się skończy, a wtedy pracodawca musiałby szukać nowych pracowników. Na dodatek ustawodawca dość szybko zareagował i wprowadził rozwiązania mające na celu ochronę miejsc pracy – przede wszystkim dofinansowania z wojewódzkich i powiatowych urzędów pracy oraz subwencje z Polskiego Funduszu Rozwoju. Dlatego też, mimo kryzysu, wielu pracodawców stara się utrzymać stan zatrudnienia. W ciągu ostatnich miesięcy pracownicy często mieli wolne z powodu przestoju, gdy pracodawca nie mógł sprzedawać efektów ich pracy. Firmy obawiały się, że kiedy gospodarka ruszy i pojawią się zamówienia, pracownicy dalej będą mieli wolne, bo zaczną brać urlopy. Dlatego naturalne było nakłanianie zatrudnionych, aby wykorzystywali urlopy zamiast przestoju.
Prawnik, publicysta, trener, wykładowca na studiach podyplomowych organizowanych przez Akademię Leona Koźmińskiego w Warszawie, Górnośląską Wyższą Szkołę Handlową w Katowicach oraz Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu. Współpracownik Kancelarii Maksyma z siedzibą w Warszawie. Właściciel biura doradztwa gospodarczego. Autor ponad 8000 publikacji zamieszczonych w prasie fachowej i portalach elektronicznych.